Hot news!

  • [RECENZJA] HALF-LIFE 2

    wtorek, 8 Czerwiec 2010r. 2 komentarze Dodał: guy_fawkes
    [RECENZJA] HALF-LIFE 2

    Zadziwiające, jak różną treść może ze sobą nieść zawiłe naukowe pojęcie okresu połowicznego rozpadu! Dla fizyków jądrowych stanowi po prostu sens istnienia, esencję spędzanych przed komputerami i akceleratorami godzin; dla laika – kolejne hasło w encyklopedii i nic poza tym; dla gracza natomiast – rodzinę jednych z najlepszych FPS’ów wszech czasów – Half-Life, której genezę datuje się na rok 1998.

    hl2-2009-09-06-14-31-16-70

    Wtedy właśnie, 19 listopada świat ujrzał grę, która niemalże z miejsca zachwyciła krytyków i podbiła serca entuzjastów komputerowej rozrywki. Half-Life, zdobywca ponad 50 nagród w plebiscytach na grę roku, urzekał drobiazgowością, dbałością o detale, a przede wszystkim – zagadkową fabułą i świetnym, niemalże namacalnym, klimatem. Jako Gordon Freeman gracz lądował w Black Mesie – naukowym kompleksie, w którym nasz protagonista zasilał własną osobą pokaźny szereg jajogłowych. Jednakże, co zdarza się nagminnie w produkcjach tego typu, podczas jednego z eksperymentów nie wszystko poszło po myśli uczonych, co zaowocowało otwarciem portalu do innego świata. Od tego momentu Gordon Freeman był zmuszony czynić wszystko co konieczne, by ujść z życiem z ośrodka. Jeśli ktoś jeszcze nie zna na wskroś tego tytułu, a ma się za rasowego FPS-owca – popełnia grzech zaniedbania. Nawet dziś, po 11 latach od premiery, pierwszy Half-Life potrafi zmrozić krew w żyłach oferując rozrywkę na długie godziny.

    Half-Life 2, będący przedmiotem niniejszej recenzji, został wydany na jesieni 2004 roku, niedługo po premierze swego wielkiego rywala marketingowego – Dooma 3. Wszelako jednak, oba te tytuły dzieli przepaść, chociaż egzystują na przeciwnych biegunach tej samej planety – dreszczyku strachu, jeżącego włos na głowie. Rzecz dzieje się kilkanaście lat po wydarzeniach z pierwszej części i jej dodatków – Gordon Freeman trafia do miasta City 17, które stało się niejako agendą sił Kombinatu na Ziemi. Umiejscowione we wschodniej Europie, w samym centrum mieści Cytadelę – budynek, w którym rezyduje dr Wallace Breen, obecny władca naszej planety. A jak do tego doszło? Otóż wspomniany Breen był administratorem kompleksu Black Mesa. Po tragicznym w skutkach eksperymencie z rezonansem kaskadowym ludzkość stanęła w obliczu inwazji sił Kombinatu – kosmicznych zaborców, podbijających kolejne światy i niewolących ich mieszkańców. Najeźdźcy runęli na Ziemię ogromną siłą militarną, która zdusiła wszelki zorganizowany opór na planecie. Po tzw. wojnie siedmiogodzinnej dr Breen podpisał cyrograf – poddał Ziemię w niewolnictwo Kombinatu, zostając lokalnym kacykiem – władcą całego globu. W związku z powyższym, w Half-Life 2 jest on głównym schwarzcharakterem. W toku akcji poznajemy również sympatyczną Alyx Vance (oraz jej sympatycznego czworon… pupila ;), jej ojca Eli, dr Judith Mossman, dr Isaaca Kleinera, Barney’a Calhouna (bohater dodatku Blue Shift do pierwszej części gry) oraz wielu innych ludzi i vortigauntów, zrzeszonych w ruchu oporu, bądź tylko próbujących przeżyć w tych trudnych czasach. Wszystkie te wymienione z nazwiska postacie zaliczyły w swym życiu krótszy bądź dłuższy epizod w Black Mesie. Wszelako jednak, w kwestii ich tożsamości i priorytetów twórcy grają z nami w otwarte karty, toteż najbardziej intryguje inna postać, której pobudek ani mocodawców do końca nie znamy, mianowicie tajemniczy G-Man. Wielokrotnie widywany podczas wędrówek po Black Mesie, w sequelu również daje się dostrzec. Obserwujący nasze poczynania, pojawiający się tylko na chwilę w nieosiągalnym dla gracza miejscu, jest bardzo silnie związany z samym Freemanem, czego mają świadomość weterani „jedynki”. Mimo iż każdy tytuł z serii wprowadzał odrębne przygody, to wszystkie stanowią jeden, wzajemnie się uzupełniający ciąg fabularny, w którym jeszcze nie postawiono ostatecznej kropki nad i – wszak poza podstawką wydano jeszcze 2 epizody, zaś na horyzoncie majaczy się trzeci.

    hl2-2009-09-06-21-29-26-53

    Fabuła, jak na FPS’a, jest niezwykle dopracowana – wyraźnie daje się odczuć, iż wizja twórców, pomimo swej ponurości, jest przemyślana w najdrobniejszych szczegółach i autentycznie, niezwykle filmowa. Opowiadana w charakterystyczny dla serii sposób, czyli bez cut-scenek, na zasadzie „świadka wydarzeń”, wymaga pewnej dozy koncentracji, gdyż spolszczenie jest szczątkowe (obejmuje jedynie pozycje w menu i HUD). Co prawda, można przymknąć ucho na monologi i dialogi postaci, jednakże zabiera to cały klimat, pozbawiając grę historii. Na uwagę zasługuje nastrój wyludnienia i beznadziejności, gdy wędrujemy po ulicach City 17 – całość sprawia wrażenie getta, w którym coraz bardziej nielicznych mieszkańców pozbawiono nawet przywileju noszenia odmiennego odzienia. Co rusz napotykamy funkcjonariuszy Civil Protection, którzy lubują się w łapankach oraz uczeniu niedobitków ludzkości moresu, dane nam jest nawet być świadkami siłowego wtargnięcia do jednego z mieszkań. Ponadto, otoczenie powoli chyli się ku upadkowi, kolejne kamienice są zamykane, zaś sprzęty z wolna obracają się w ruinę. W samym mieście jeszcze mamy okazję podziwiać propagandę, przedstawiającą Breena jako człowieka światłego, wiodącego ludzkość ku przyszłości pełnej wielkich dokonań.

    hl2-2009-09-06-22-16-57-26

    Kilka słów należy się również omówieniu postaci Gordona Freemana – wieczny milczek, którego lico możemy podziwiać jedynie na artach z gry, to dla napotykanych NPC’ów ikona poczucia wolności oraz walki z reżimem. Swoją zasługę ma tutaj również alegoryczne nazwisko naukowca, będące zbitką dwóch słów: „free” oraz „man”, czyli „wolny człowiek”. Charakterystyczny jest noszony przezeń czarno-pomarańczowy kombinezon HEV z piktogramem lambdy (późniejszy symbol ruchu oporu) oraz… łom. Jest to oręże w zasadzie tożsame z jego postacią, czego dowodzą choćby sami twórcy gry, gdy na początku sequela Barney Calhoun daje go Freemanowi z sentencjonalnym „Hej Gordon, upuściłeś go w Black Mesie”.

    hl2-2009-09-06-22-49-48-39

    Muszę przyznać – cała otoczka fabularna gry wydała mi się w takim stopniu interesująca, że niebawem zacznę przeszukiwać odmęty internetu w nadziei znalezienia namiarów na osadzoną w tym świecie literaturę; lecz póki co Wielki A’Tuin niosący na swej skorupie słonie, dźwigające Świat Dysku nie pozostawia wątpliwości, iż nie ustąpi czytelniczego pola jeszcze przez dłuższy czas.

    Czym byłyby sequele bez innowacji? Z pewnością nie hitami na miarę swych poprzedników. O wielkości Half-Life 2 pod tym względem świadczy wcale nie nowocześniejsza grafika, lecz fizyka świata przedstawionego, która poszerzyła doznania gracza o nową płaszczyznę. Wiele przedmiotów można unieść, przestawić, zniszczyć… Zabawa zaczyna się jednak dopiero w momencie, gdy otrzymujemy Gravity Gun, potrafiący przyciągać obiekty (na określony dystans rzecz jasna) i miotać nimi, co pozwala użyć jako broni tudzież osłony elementów otoczenia. Wszak amunicja nie występuje w świecie gry w ilościach hurtowych, toteż częste korzystanie z niego pozwala nieco jej zaoszczędzić, zwłaszcza gdy przeciwnikami są chociażby nieszczęśnicy z headcrabami na głowach. Na jego wykorzystaniu oparto również rozwiązywanie wielu słynnych dla serii zagadek środowiskowych, które nie są może zbyt wyrafinowane, ale z pewnością zmuszają do pewnego kombinowania; w dodatku, twórcom udało się osiągnąć rzecz niebywałą – pomysły na ich rozpracowanie przychodzą na podstawie wiedzy o realnym świecie. Ponadto, kolejnym wersetem peanu na cześć Valve Software jest częste, sugestywne utrzymywanie gracza w przekonaniu, iż koncepcja wyjścia z jakiejś sytuacji stanowi efekt pracy jego własnego umysłu, nie zaś podążanie nicią Ariadny pozostawioną przez projektantów. Jako ciekawostkę dodam, iż istnieją cheaty zwiększające moc Gravity Gun’a tak, by można było manipulować naprawdę wielkimi obiektami, jak choćby wrakami łodzi rybackich.

    hl2-2009-09-06-22-51-08-04

    Kolejną rewolucją, choć na mniejszą skalę, jest dodanie pojazdów. Etapy ich z wykorzystaniem pełne są dłużyzn (ogólnie rzecz biorąc, na podróży z ich pomocą mija spory kawałek kampanii), jednakże w różnym stopniu je urozmaicono – często musimy opuścić na chwilę wehikuł, by rozwiązać problem, który namacalnie stoi nam drodze. Same pojazdy dopracowano w szczegółach (cieszy wychylająca się wskazówka prędkościomierza w miarę nabierania szybkości), jak również okraszono bardzo dobrą fizyką – a jej prawidła w znacznym stopniu mogą chwilami utrudnić ich prowadzenie. Co ciekawe, nie sposób się rozbić podczas jazdy, lecz strata wehikułu (np. gdy spadnie z klifu) jest tożsama z krytycznym niepowodzeniem misji, czyli po prostu Game Over.

    hl2-2009-09-06-23-34-49-06

    Nie daje mi jednak spokoju pewien detal, który dziwnym trafem nie chce działać – otóż nie ma opcji załadowania na wehikuł leżącego zapasu amunicji – dla pudełko z ammo pojazd…nie istnieje, więc przy takowej próbie najzwyczajniej w świecie przezeń „przenika” i upada na ziemię. W zamian mamy zamontowaną z tyłu łazika skrzynkę z nieskończoną amunicją do SMG. Warto również wspomnieć, iż sukces wymienionej broni odbił się szerokim echem w świecie gier, toteż choćby w dodatku do Dooma 3, Resurrection of Evil, id Software wprowadziło działający na analogicznej zasadzie Grabber, jednakże z uwagi na specyfikę gry, bez większego powodzenia.

    hl2-2009-09-07-00-30-24-39

    Pewne zmiany, choć czysto kosmetyczne, dotknęły również arsenału. Zasadniczo, mamy do czynienia z tym samym zestawem, co w historycznym, pierwszym Half-Life – łomem, pistoletem oraz rewolwerem (w porównaniu z Magnum .357 „klamka” 9 mm to jak pistolet na kapiszony), 2 rodzaje broni dłuższej (SMG i karabin pulsacyjny), shotgun, kuszę (świetna w roli snajperki), granaty oraz wyrzutnię rakiet naprowadzanych. Summa summarum nie jest tego zbyt dużo, ale dokładając alternatywny strzał dla SMG i Pulse Rifle, a także działka stacjonarne i na pojazdach oraz miny przeciwpiechotne, które możemy rozbrajać i ponownie aktywować jako broń „sojuszniczą” – osiągamy dość przyzwoitą liczbę. Ponadto, zawsze może użyć jako swego rodzaju „bomby” w postaci beczek z łatwopalnymi substancjami (te już na dobre wrosły w kanwę gier), a co za tym idzie – również innych elementów otoczenia za pomocą Gravity Guna. Oczywiście, arsenał różni się skutecznością nie tylko pomiędzy sobą, lecz również w zależności od wybranego stopnia trudności (jednego z trzech), przy czym rozgrywka na Łatwym nie daje w żaden sposób odczuć powagi sytuacji.

    hl2-2009-09-07-00-32-29-34

    Słówko należy się również naszej „zbroi”, czyli kombinezonowi HEV, będącym drugą skórą Gordona Freemana. Ładujemy go (analogicznie jak poziom zdrowia) w specjalnych stacjach tudzież zbierając loot po poległych przeciwnikach, czasem poziom jego energii podniesie nam napotkany vortigaunt. Co prawda HEV nie jest nanoskafandrem a’la Crysis, lecz okazuje się nieoceniony w starciach z bardziej nietypowymi wrogami, potrafiącymi za jednym razem odebrać nam niemal wszystkie HP. Ponadto, ma wbudowane dodatkowe zasilanie, którego zapas szybko się wyczerpuje, lecz na szczęście równie szybko regeneruje. Ową dodatkową energię czerpie przede wszystkim latarka, której nota bene często trzeba używać oraz zbiornik z tlenem będący na wyposażeniu kombinezonu, przydatny podczas nurkowania. HEV udostępnia również możliwość przybliżenia widoku.

    hl2-2009-09-07-00-41-34-07

    Ekspansji uległ za to zasób napotykanych przeciwników – poza znanymi już headcrabami i resztą dziwacznej menażerii, głównym adwersarzem są siły Kombinatu, nowe gatunki zombie (szczególnie wredne są bardzo szybkie, skoczne jednostki), a także Antliony zamieszkujące piaszczyste tereny (w grupie bardzo groźne, będą się pojawiać dopóki nie znajdziemy się na twardej powierzchni, np. skale; a gdyby tak można je było kontrolować…? Cóż, powiem tylko, że plazmid „Hypnotize Big Daddy” z Bioshocka wyraźnie był na czymś wzorowany… ;), wreszcie Gunship’y oraz ogromne Stridery, przypominające machiny kroczące z filmowej „Wojny Światów”. Bestiariusz jest jeszcze szerszy, jednakże należy go odkryć samemu, i takoż samo stawić mu czoła, choć czasem wspomagają nas rebelianci lub chociażby sama Alyx.

    hl2-2009-09-07-10-59-43-48

    Poziom sterującego ich poczynaniami AI jest bardzo różnorodny – w końcu zombie trudno posądzać o stosowanie zaawansowanych taktyk, jednakże „rozumni” przeciwnicy potrafią stać się solidnym słupem soli w oku – współpracują, kryją się, rzucają granaty, w miarę możliwości starają się unikać otwartych stać jeden na jeden; ponadto, na samym początku gry, każde „gapiostwo” jest traktowane atakiem pałką i nauczeniem zanadto ciekawskiego Freemana moresu. Wszystko to sprawia, iż zachowują się niezwykle realnie, choć czasem zdarza im się chwila nieuwagi, jak choćby ignorowanie grożącej wybuchem beczki; w połączeniu z bardzo realistycznym ragdollem (przeciwnicy nie przelatują po trafieniu połowy planszy jak w Painkillerze) daje to niezwykle wrażenie rzeczywistości. Sztuczna Inteligencja naszych aliantów również nie śpi, mądrze lokując ich za osłonami, a także podczas działań stricte zespołowych – wspomagając Freemana apteczkami od medyków tudzież zapasami amunicji.

    hl2-2009-09-07-12-03-12-22

    Pora teraz, niczym Neo, udać się do samego Źródła – czyli silnika Source, napędzającego grę. Nie ma co ukrywać – jako i w chwili premiery budził zachwyt, tak i dziś zapada w pamięć szczegółowymi, dopracowanymi teksturami, modelami postaci, a przede wszystkim – fantastyczną mimiką twarzy, która nawet dla producentów współczesnych gier może stanowić wzorzec w tej kwestii. Wielką wagę przywiązano do detali – dzięki Havokowi niemal wszystkie przedmioty można w jakiś sposób poruszyć, a często nawet podnieść lub zniszczyć, ciała poległych unoszą się na wodzie, zaś szczątki zestrzelonego Gunship’a autentycznie spadają na ziemię, nie zaś giną gdzieś za horyzontem. Co więcej, może nawet upaść w całości, jeśli leciał odpowiednio nisko. Na tle tego dość słabo prezentują się efekty eksplozji – wyraźnie brak im „kopa”, który uplastyczniłby uwalniane w wyniku wybuchu miliony dżuli. Samo City 17 również nie stoi przed nami otworem – cały czas poruszamy się po wytyczonej przez twórców gry ścieżce, obramowanej zamknięty drzwiami, grodziami, polami siłowymi, co naturalnie sprowadza się do jednego wniosku – liniowości świata, choć nie można jej odnieść do naszych poczynań – przecież to od inwencji gracza zależy, czy upora się z przeciwnikiem po prostu aplikując mu garść ołowiu, czy też zabawi się z nim w sposób bardziej wyrafinowany. Ogólnie rzecz biorąc – mimo wszystko oprawa graficzna zdecydowanie dotrzymuje kroku fabule oraz gameplay’owi.

    hl2-2009-09-07-12-29-31-85

    Wiele dobrego można również powiedzieć o stronie dźwiękowej – mimo iż muzyka towarzyszy nam nader rzadko (i w moim mniemaniu jest zbyt „elektroniczna”), wypowiedzi postaci oraz dźwięki otoczenia zrealizowano wzorowo – w wyśmienity sposób budują klimat, zwiastując pomrukiem tudzież jękiem Nieznane, czyhające w cieniu, by przy pierwszej nadarzającej się okazji zatopić zęby w graczu. Jednakże, także i tutaj doszukać się można zgrzytu, czyli wspomnianych wyżej eksplozji – są zbyt słabe i absolutnie niesugestywne.

    Kwestię technikaliów dopełnia klasyczny system zapisywania stanu gry, który – rzecz bardzo miła – pyta, czy zrobić save’a, gdy wyrażamy zamiar opuszczenia niegościnnego świata przedstawionego… najczęściej gdzieś nad ranem, bo nie ma co ukrywać – w gameplay’u można się z kretesem zatracić na naprawdę długie godziny… Warto również dodać, iż ekran z menu zmienia się w zależności od tego, w którym rozdziale opowieści aktualnie jesteśmy.

    hl2-2009-09-07-12-30-34-76

    Okazję do popisania się umiejętnością mają również wielbiciele gier wieloosobowych – Half-Life 2 posiada bowiem multiplayer, który jednak, mimo swego technicznego dopracowania, prezentuje się bardzo ubogo – standardowo oferuje bowiem tylko 2 tryby (DM i DTM) do rozegrania na 7 mapach. Z drugiej strony, w pewien sposób rekompensuje to niewątpliwa zaleta modułu do gry w sieci – jest on udostępniony do ściągnięcia bezpłatnie dla posiadaczy kart graficznych nVidii oraz ATI, bez wymogu zainstalowanego na dysku Half-Life 2.

    Sama gra jest silnie zintegrowana z platformą STEAM, co niestety niesie ze sobą nieprzyjemny błąd – otóż przy próbie kolejnej instalacji na tym samym systemie, program nie użyje danych z nośnika, lecz będzie je ściągał z sieci. Istnieje na to tylko 1 pewne remedium: odinstalować cały STEAM, zrestartować komputer i użyć jego wersji dołączonej do gry. Bez obaw, w trakcie instalacji automatycznie zaktualizuje się do najnowszej wersji. Wraz z Half-Life 2 dostajemy również SDK, stanowiący podstawę pracy dla wszelkich moderów. Valve wyraźnie wspiera moderską scenę, co jest całkiem zrozumiałe – wszak jedna z najpopularniejszych sieciowych gier świata, Counter-Strike, przyszła na świat jako modyfikacja pierwszego Half-Life. Warto również wspomnieć o Lost Coast – darmowym dodatku (w pakiecie z H-L2: Deatmatch), który co prawda można ukończyć w 10 minut, lecz jego misją było jedynie pokazanie możliwości HDR zaimplementowanego do silnika Source.

    hl2-2009-09-07-21-20-20-34

    Obecnie Half-Life 2 wraz z dwoma rozszerzeniami w postaci Epizodów, a także gier Team Fortress 2 oraz Portal, wchodzi w skład niezwykle atrakcyjnego cenowo The Orange Box.

    Reasumując – Half-Life 2 niewątpliwie stanowi sen wyśniony fanów serii. Dopracowany w szczegółach, przytłaczający klimatem na wielu płaszczyznach, od thrillera science fiction po horror w stylu „Nocy żywych trupów”, na długo zapada w pamięć. Dzieło Valve Software to lektura obowiązkowa dla każdego szanującego się gracza, który ceni nie tylko intensywność rozgrywki, lecz również jej dopieszczenie w szczegółach. Obiecuję, że pochłonie Cię, Drogi Czytelniku, na długie godziny, rozpalając pragnienie posiadania obu dodatków, a po ich ukończeniu dołączenia do pikiet pod siedzibą Valve, skandujących: „Uwolnić Episode Three! Uwolnić Episode Three! Orka może jeszcze poczekać” ;). Bo przecież… „There’s nothing dr Gordon can handle!”

     «

      »

    Autor: guy_fawkes


    Poczytaj także


    Tagi

    , , , ,


    Kategorie

    Akcji First Person Shooter Galerie Gatunki gier PC Platformy Promowane Recenzje Teksty


    Komentarze

    1. marcin213 mówi:

      Jakoś nie miałem dotąd styczności z tą produkcją, co do tekstu dobry, dla mnie nie znającego tej gry okazał się przydatny

    2. Łukasz mówi:

      Recenzja dobra ale gra nie przypadła mi do gustu tak jak poprzednie części być może dlatego że nie trawie w ogóle gier Valve ale z chęcią poczekam na Half-Life 2:Episode Three….:p



Najnowsze video

Hot news