Hot news!
-
[recenzja] Condemned: Criminal Origins (PC)
poniedziałek, 7 Czerwiec 2010r. 6 komentarze Dodał: guy_fawkes
Jak to w końcu jest z tym klimatem? Mamy się kulić w przerażeniu przed efektem cieplarnianym li to tylko kolejna kaczka dziennikarska, stworzona przez żądne sensacji media i jak zwykle przewrażliwionych ekologów…? Sądzę, iż jeśli już kiedyś nasze kochane Słoneczko ma piec jak mikrofalówka, to będzie to moment jeszcze bardziej odległy niż wynika to z dotychczasowych prognoz, bowiem wraz z kwietniem A.D. 2006 nadeszło kolejne wielkie zlodowacenie, zamrażające w szron pot, występujący na plecach graczy, mianowicie Condemned: Criminal Origins.
Dzieło twórców m.in. Tronu 2.0 i F.E.A.R. przedstawia w konwencji survivalowego thrillera psychologicznego osobę Ethana Thomasa, technika i zarazem śledczego z wydziału zabójstw. Wezwany na miejsce morderstwa w celu zebrania materiału dowodowego poniewczasie odkrywa, iż mundurowi to niejedyne żywe istoty w budynku – sprawca zbrodni ujawnia swą twarz, z broni Ethana zabijając dwóch funkcjonariuszy. Od tej pory, znalazłszy się na celowniku organów ścigania, podejmuje wędrówkę po zatęchłej, mrocznej dzielnicy miasta w celu odnalezienia sprawcy i doprowadzenia przed oblicze sprawiedliwości. Na szczęście, nie jest skazany na całkowite pożarcie przez samotność i, jak się okazuje, niezwykle ostre zębiska ponurego miasta – w sukurs przychodzi mu porucznik Rosa przekonana o jego niewinności, której wysyła do analizy zebrane dowody, a także niejaki Malcolm Vanhorn, przyjaciel ojca Ethana z dawnych lat.
W wątku fabularnym, poniekąd niezwykle mrocznym, daje się dostrzec inspiracje kasowymi przebojami kinowymi, thrillerami, które na zawsze odcisnęły się piętnem w umyśle widza – jak choćby „Siedem”. Analogia do tego filmu jest oczywista – członek organów ścigania tropi zwyrodniałego seryjnego mordercę, w grze skrywającego się pod pseudonimem „Match Maker”; również tutaj dochodzi do serii psychologicznych starć śledczego z podejrzanym. Naturalnie, wynaturzenie często wynajmuje jeden cielesny lokal z narkomaństwem, toteż przyjdzie nam stawiać czoła okrutnej, nieludzkiej wręcz, gawiedzi. Cóż, w kwestii fabuły twórcy koła nie wymyślili – to wszystko już było, dodatkowo wzbogacone niejednokrotnie o więcej wątków.
Czymże zatem jest Condemned? Przede wszystkim, survival thrillerem/horrorem, oglądanym z perspektywy pierwszej osoby. Ethan Thomas, postać przez nas prowadzona, nie należy do tytanów siły i przebojowości, zjadających na śniadanie całe legiony kosmitów z Syriusza, lecz zwykłym, wątłym człowiekiem – porusza się dość wolno, nie może sobie pozwolić na długi sprint (wskaźnik zmęczenia), nie potrafi również skakać ani kucać (zastępują je czynności kontekstowe, dokonywane za pomocą klawisza akcji). Na szczęście, w razie potrzeby jest w stanie potraktować przeciwnika kopniakiem bądź sprowadzonego do parteru, wykończyć za pomocą 1 z 4 finisherów. Powinowactwo do swego gatunku widać również w orężu, z jakiego przyjdzie nam korzystać – broń palną znajdujemy sporadycznie, w dodatku z niewielką ilością amunicji, której nie możemy uzupełniać, na dodatek możemy nosić tylko jedną sztukę broni. Jest to o tyle denerwujące, że praktycznie cały czas wymusza backtracking i kluczenie po danej lokacji, gdy nagle najdzie nas potrzeba wykorzystania takiego lub innego narzędzia. Dlaczego Ethan pozbawiony został możliwości schowania choć jednej sztuki broni palnej do pokaźnych rozmiarów torby na ramieniu, którą dźwiga ze sobą…? Z grubsza rzecz biorąc, jest to sposób na sztuczne wydłużenie czasu gry, wszelako jednak dość nieetyczny. Ponadto, stan magazynka możemy sprawdzić jedynie poprzez wyjęcie go.
Cóż zatem począć, gdy zasobnik na amunicję świeci pustkami? Chwilowo można posiłkować się okładaniem przeciwników taką bronią, należy jednak mieć na uwagę, iż po niedługim czasie po prostu się rozpadnie na kawałki, dlatego też esencję gry stanowi walka szeroko rozumianym „czym popadnie” – wyrwaną ze ściany rurką, szyldem, metalowym prętem, deską, łomem, toporem strażackim, młotem, a nawet…ręką manekina. Ów prowizoryczny arsenał jest naprawdę pokaźny, a co najważniejsze – łatwo dostępny i opatrzony sensownym systemem statystyk – każdą taką broń opisują 4 parametry: zadawane obrażenia, szybkość, blok i zasięg. W momencie wskazania na leżący przedmiot gra wyświetla prosty bilans, za pomocą plusów, minusów i znaków równości dający do zrozumienia, o ile dana broń jest lepsza bądź gorsza od trzymanej przez nas w chwili obecnej. Ponadto, kilka z nich ma specyficzne zastosowania, np. drewniane drzwi rozbijemy jedynie toporem, kłódki pozbędziemy się za pomocą młota (wszakże bez młota to nie robota), zaś sejf otworzymy tylko łomem itd. Ten aspekt, jak również korzystanie z różnych przełączników składa się na kwestię prostych zagadek środowiskowych w grze.
Walka wręcz, czyli sztandarowy tryb starcia, wymaga od gracza opanowania i refleksu z uwagi na dość wysoki poziom jej trudności. Blok, szybka kontra i kopniak to z pewnością najczęściej spotykane „combo”, w sukurs przychodzi nam również posiadany paralizator, na chwilę ogłuszający przeciwnika – szkoda, że nie można wtedy atakować, ponadto jego ewidentnym minusem jest dłuższa chwila, wymagana na doładowanie. Cały czas należy mieć na uwadze broń, jaką dysponuje przeciwnik, i wedle niej dobierać własną taktykę, gdyż np. cios toporem potrafi nam odebrać lwią część HP. System walki, mimo swej prostoty, sprawia wrażenie przemyślanego i w miarę realistycznego – np. praktycznie nie ma szans na zablokowanie uderzenia ciężkiego młota niewielką rurką, a to z kolei dodaje kolejną cegiełkę do hasła „survival”. Szczególną ostrożność należy zachować przy starciach z więcej niż jednym nieprzyjacielem – w miarę możliwości zalecam prowokować ich do walki pojedynczo, zaś wróg z bronią palną to już nie lada zagrożenie (jednakże można poczekać, aż opróżni magazynek). Najlepiej przed każdym starciem zapobiegliwie użyć quick save’a, by zmniejszyć nieco narastającą po nieudanym pojedynku frustrację. Na pocieszenie gracz ma możliwość, co już zostało wspomniane, dobić oponenta na 1 z 4 sposobów.
Jeśli już jesteśmy o krok od śmierci, warto rozejrzeć się za apteczkami – mimo niewielkiej ich liczby, każda paczka pastylek znacząco regeneruje nasze nadszarpnięte zdrowie. Niestety, nie ma możliwości ich gromadzenia. Zanim opuści się daną lokację, warto zajrzeć w każdy zakamarek – często za nasze eksploracyjne zapędy zostaniemy nagrodzeni apteczką, bronią z kilkoma nabojami bądź „znajdźkami” – truchłami ptaków, metalowymi kawałkami i telewizorami, które odblokują nam kolejne osiągnięcia – wśród nich wybijają się filmiki, prezentujące pracę poszczególnych urządzeń posiadanych przez Ethana na wcześniejszym etapie tworzenia gry, o których zaś opowiem za chwilę.
Thomas, jako się rzekło, piastuje stanowisko technika zbierającego dowody, jak również śledczego. Niezrównanym w swej pracy czyni go specjalny zmysł, dający mu wiedzę o obecności materiału dowodowego, zanim ktokolwiek inny wpadnie na taki pomysł. Jednakże, ma to również pewną wadę – wpleciony za pomocą tego w grę wątek detektywistyczny stanowi z pewnością ciekawe, lecz z drugiej strony zbyt proste, urozmaicenie – głównie za sprawą faktu, iż Ethan od razu wyciąga właściwy przyrząd badawczy z grupy kilku: lampy UV, lampy laserowej, spektrometru gazowego, próbnika i skanera 3D, częstokroć posługujemy się również aparatem cyfrowym. Rezultaty naszych działań przesyłane są Rosie, która telefonicznie informuje nas o wynikach analiz i własnych spostrzeżeniach, tą drogą kontaktuje się z nami również Vanhorn.
Będąc już przy kwestiach z gruntu parapsychologicznych, należy wspomnieć o cut-scenkach, w których widzimy poczynania ściganego mordercy, w analogiczny sposób rozgrywkę w Call of Cthulhu urozmaicały wstawki, w których widzieliśmy świat obserwowany oczyma jakiegoś stworzenia. Skutek osiągnięto – przydaje to grze klimatu, poszerzając kryminalną płaszczyznę o swego rodzaju mistykę. Cóż – wszak to dzieło twórców samego F.E.A.R., więc i tutaj przemycili budzącego grozę motywy. Ponadto, cały świat przedstawiony utrzymany jest w jednolitej, ciemno-burej kolorystyce, spowitej ciemnościami, które nasza latarka ledwo rozświetla. Zewsząd dobywają się dziwne odgłosy, atmosfera osaczenia niejednokrotnie przytłacza gracza, każąc co rusz sprawdzać, czy coś nie skrada się za plecami, w mroku.
Condemned, mimo iż należy do tytułów liniowych, w umiejętny sposób sobie z tym poradził – odpowiednie skrypty uruchamiają poczynania złoczyńców, tarasujących nam drogę w rozmaity sposób. Częstokroć można przesunąć jakiś mebel, jednakże z reguły stajemy przed koniecznością znalezienia innej drogi do celu.
Replikanci z F.E.A.R. swego czasu uchodzili za przykład wzorowego AI, w Condemned pod tym względem również widać rękę i kod wirtuozów z Monolithu – napotykani przeciwnicy różnych typów zachowują niezwykle, wręcz morderczo, racjonalnie – z reguły unikają prostego szarżowania na gracza, woląc mieć po swojej stronie element zaskoczenia – kryją się za filarami, w pewien sposób przegrupowują, walczą z doskoku, a co jest szczególnie wredne – zachodzą nas od tyłu, gdy jesteśmy zajęci potyczką z innym przeciwnikiem. Pozbawieni oręża potrafią błyskawicznie je sobie zorganizować, gdy wytrącimy im je z ręki mogą podjąć odzyskania go bądź zdobycia nowego, nie gardzą nawet upuszczonym przed chwilą przez gracza, a w ostateczności – rzucają się na Ethana, co uruchamia małe QTE. Niejednokrotnie zdeformowani, zmienieni przez narkotyk, nie odzywający się ani słowem budzą autentyczną grozę i potęgują atmosferę totalnego wyobcowania. Również psychika samego Thomasa nie pozostaje bez uszczerbku, ale o tym akurat przekonajcie się sami.
Całość prezentuje się, nawet jak na dzisiejsze czasy, bardzo efektownie za sprawą silnika Jupiter EX, który unowocześniono o takie efekty jak bloom czy oświetlenie wolumetryczne. Większość tekstur nosi metkę bardzo wysokiej jakości, zaś świetnie wykonane modele przeciwników dopełniają obrazu sytuacji. Na uwagę zasługuję również otoczenie, skąpane w ciemnościach mieszających się z wątłym światłem, co tylko działa na korzyść gry. Swoje dokłada również bardzo dobra fizyka. Po pewnym czasie jednak zaczyna doskwierać pewna monotonność lokacji, choć to akurat można zepchnąć na karb wrażenia, powodowanego przez taką a nie inną kolorystykę świata gry. Ponadto, co uważniejsi z pewnością dostrzegą, iż sporo przedmiotów w otoczeniu żywcem przeniesiono z F.E.A.R., a w tym również taki smaczek, jak spożywane przez Nortona Mapesa w ilościach hurtowych chipsy „Cheezee Pooz!”. Filmowości zaś grze przydają proporcje 16:10 z czarnymi pasami okalającymi ekran oraz zminimalizowanie HUD’a do paska zdrowia i czasem kondycji.
Dobrze prezentuje się również strona dźwiękowa gry – muzyki, choć niezłej, jest tutaj niewiele – za to odgłosy, jęki i szurania dobywające się zewsząd perfekcyjnie budują atmosferę.
Multiplayera nie przewidziano, co można spokojnie wytłumaczyć specyfiką gry, choć z drugiej strony – walki oparte na wykorzystaniu elementów otoczenia mogłyby być zaiste intrygujące.
Anglofobów muszę zmartwić – gra przemawia do nas w języku Szekspira, nie istnieje spolszczenie, zlokalizowano jedynie pudełko oraz instrukcję. Wszelako jednak, Condemned daleko do rozbudowanego rolpleja nasyconego tysiącami idiomów, toteż w mojej opinii gra nie powinna nastręczyć większych trudności, wszak angielskiego uczy każda szkoła.
Reasumując – Condemned: Criminal Origins to kawał świetnego rzemiosła, choć pozbawionego mistrzowskiego błysku. Dość długa, klimatyczna kampania zabierze każdego gracza do głębokich pieczar, w których strach nawet mrówce nadaje ogromny, złowieszczy cień. Z uwagi na duży stopień trudności i pewien schematyzm rozgrywki z pewnością nie będzie to gra dla wszystkich, jednakże amatorzy odwadniania organizmu przez wzmożone pocenie powinni być zadowoleni. Strach ma wielkie oczy, czasem jednak można je po prostu wyłupać gazrurką…
PS: Ubolewam, iż druga część – Bloodshoot – ukazała się jedynie na konsole, z pominięciem PC…
« Kane & Lynch 2 – zwiastun na E3
Oficjalna zapowiedź iPhone’a 4 »
Autor: guy_fawkes
Poczytaj także
Need for Speed: World z datą premiery.
Just Cause 2
Mirror’s Edge
Doom 2 na XBLA!
Just Cause 2 – trailer
Tagi
condemned, criminal origins, monolith, pc, recenzja, survival horror
Kategorie
First Person Shooter Galerie Gatunki gier PC Platformy Promowane Recenzje Teksty
Komentarze
















Gra z 2006 roku a dopiero teraz recenzja???Skupcie się lepiej na nowych grach bo chętnie bym wasze recenzje poczytał :D
Bardzo chętnie byśmy się skupili na najnowszych grach, ale wpierw musimy je mieć. Potrzeba nam takich ludzi jak Ty – odwiedzajcie nas, komentujcie, zostawiajcie po sobie ślad, a wnet zaczną się pojawiać teksty o growych bułeczkach prosto z pieca. ;)
Poza tym – stare gry też są fajne. A często jest tak, że ktoś mógł w ogóle o jakiejś nie słyszeć i dzięki nam się nią zainteresuje. :)
Lepsza staroć na dysku niż nowość w sklepie… ej to nie tak miało być! Lepsza gra retro na kompie niż… tak czy inaczej stare gry często przewyższają grywalnością dzisiejsze superprodukcje pomimo braku graficznych fajerwerków i innych cudów.
Adicreed, masz absolutną rację. Dla mnie np. taki Quake II jest nieśmiertelny. Niechby i na sklepowych półkach świecił już po oczach Crysis 8 – Q2 zawsze będzie dla mnie hipergrywalny pomimo tych swoich kwadratowych Stroggów.
Tak tylko wytłumacz to gościowi, który na widok Quake’a krzyczy: Co za okropna gra! Ta grafika, na to nie da się patrzeć! Nieeee! Nie!!! Zabieraj, nieee!
No niestety, starocie w tego typu przypadkach same się nie obronią. Nieraz spotykałem się z takimi indywiduami, bo graczami nazwać ich nie sposób – ot, tacy “znaffcy”…