Hot news!
-
[recenzja] Need for Speed: Shift (PC)
czwartek, 20 Maj 2010r. 2 komentarze Dodał: marcin213
Co roku, w porze jesiennej szarugi, fani nieśmiertelnej serii od panów z Electronic Arts dostają wyczekiwany przez 365 dni następny produkt spod znaku Need for Speed – tym razem nosi on podtytuł Shift. Undercover był niewypałem, dlatego tworzący nową produkcję – a mianowicie studio Slightly Mad Studios – nie mieli wysoko postawionej poprzeczki. Electronic Arts jest firmą, która od jakiegoś czasu uczy się na własnych błędach. Jakość kolejnych części „Potrzeby Szybkości” leciała na łeb na szyję. Tym razem jednak Elektronicy chcą się zrehabilitować i zatrudnili prawdziwych speców od wyścigów. Z pomocą przyszedł niewątpliwy sukces ścigałki od Codemasters, czyli Race Driver GRID. Nie oszukujmy się, Shift tak naprawdę czerpie garściami z wyżej wymienionej gry.
Przynajmniej tak można to sobie teraz tłumaczyć, bo choć Shift od tytułu Codemasters różni wiele, to co najmniej drugie tyle je łączy. W obu grach postawiono na widok z kokpitu samochodu, zamknięte trasy, przepyszną oprawę graficzną, reagującą na to, co dzieje się na torze, publiczność i efektowne wrażenia płynące z jazdy. Są też różnice, a mianowicie zupełnie inny model jazdy bez włączonych asyst, całkowicie inny system rozwoju kierowcy oraz fakt, że Shift pozwala nie tylko pobawić się w mechanika-amatora, ale także w lakiernika czy fotografa.
Dla mnie bodaj największym plusem Shifta jest zastosowany fizyczny model jazdy. Bez włączonych systemów wspomagających wymaga ona wielkiego skupienia, szczególnie gdy jeździmy samochodami z napędem na tylną oś, bo zachowują się one jak wściekłe bestie gotowe, aby obrócić się o 180 stopni gdy dodamy za dużo gazu na zakrętach. Z tego wynika to, że musimy poświęcić dużo czasu na nauczenie się jeździć poszczególnymi samochodami. Nieraz wystarczy przy dużej prędkości nieopatrznie przejechać kołami po tarce czy nawet musnąć trawnik i już lądujemy w zagajniku. Podstawą jest lekkie dozowanie gazu i delikatne naciskanie na pedał hamulca. Zupełnie inaczej ma się sprawa z samochodami napędzanymi na oś przednią – Audi TT czy jeszcze lepiej, Mitsubishi Lancer Evolution to najlepsze pojazdy do nauki odpowiedniego brania zakrętów, za co zresztą jesteśmy odpowiednio nagradzani przez system.
Need for Speed: Shift zrywa z ulicznymi wyścigami. Pamiętamy, że ProStreet próbował zrobić to samo. Nie będziemy włóczyć się po mieście w nocy i w dzień. Będziemy za to ścigać się na zamkniętych, najsłynniejszych torach świata. Co ciekawe, najnowsza edycja ścigałki od EA nie jest jedynie sztywną symulacją, w której gracz nagradzany jest dopiero po przejechaniu linii mety. Podczas przejazdu cały czas jesteśmy oceniani. Dostajemy punkty za pokonywanie zakrętów, wyprzedzanie przeciwników, obijanie się o nich, czy nawet utrzymywanie samochodu ponad specjalnie wyznaczoną, optymalną linią jazdy. Wszystkie wspomniane czynności zapewniają graczowi punkty, te natomiast przekładają się na swego rodzaju doświadczenie. Podobnie jak w grach RPG, mamy specjalny pasek progresji, dzięki któremu widzimy do jakiego poziomu umiejętności udało nam się dojść. W sumie do odblokowania mamy 50 poziomów, a każdy z nich to garść nowych torów, specjalne odznaczenia za wyjątkowe osiągnięcia w trakcie wyścigów itd. Levele mają także jeszcze jedno istotne zadanie. Otóż przy ich pomocy dobierani są kierowcy w trakcie rozgrywek wieloosobowych. Nie ma zatem możliwości, aby osoba dopiero zaczynająca swoją przygodę z Need for Speed: Shift ścigała się z prawdziwym weteranem, w którego garażu widnieją wszystkie dostępne w grze maszyny. W takiej sytuacji, przyjemność dla tej pierwszej osoby byłaby raczej znikoma. Możemy więc jeździć precyzyjnie lub agresywnie. Awansowanie na wyższe poziomy daję nam możliwość zmierzenia się z lepszymi od nas przeciwnikami za sprawą tak zwanych zawodach na zaproszenie. Gdy jeździmy „po Bożemu” dostajemy zaproszenia na zawody na czas , ale gdy prowadzimy zgoła inaczej to ścigamy się w zawodach eliminacji, gdzie nie możemy być ostatni, ponieważ wypadniemy z nich.
Aut w Need for Speed: Shift jest całkiem sporo. O ile mnie pamięć nie myli, mamy ich ponad 60. Każdy model został bardzo dokładnie odwzorowany na swoim rzeczywistym odpowiedniku, dysponuje właściwymi osiągami, odpowiednio wymodelowanym wnętrzem oraz wręcz genialnie brzmiącym silnikiem. Slightly Mad Studios naprawdę się napracowało, by przenieść samochody do wirtualnego świata gry, a dzięki nim mamy możliwość zasiadania za takimi cackami jak Mazda RX-7, Nissan Skyline GT-R, Chevrolet Corvette Z06, Shelby Terlingua czy też Buggatti Veyron – czyli obecnie najdroższym samochodem świata. Gra zawiera nie tylko ich zewnętrzną sylwetkę, lecz również wnętrze o czym wspomniałem przed sekundą.
Need for Speed: Shift wreszcie oferuje widok zza kierownicy, co mnie niezmiernie cieszy, bowiem z tego co pamiętam, ostatni raz taką opcję oferowała czwarta część serii. Ja natomiast zawsze, gdy mam możliwość, korzystam z tego widoku. W grze mamy bowiem mnóstwo prawdziwych torów i tras, rozrzuconych po wszystkich zakamarkach naszego globu. Każdy przejazd oparty jest na odpowiedniku z realnego świata, przy czym deweloper potraktował większość z nich drobnymi zmianami w krajobrazie, więc patrzyć jest naprawdę na co i słuchać też. Odgłosy silników są bardzo dobrze odwzorowane i co najważniejsze, przyjemnością jest ich słuchać. Każdy samochód brzmi oczywiście inaczej zgodnie z tym co jest w rzeczywistości. Tryby gry są różnorodne, więc zabawa nie nudzi po jakieś godzinie. Jest więc zwykły wyścig, próby czasowe, gdzie musimy jechać tak, abyśmy mieli najlepszy czas okrążenia ze wszystkich kierowców, są też drifty, które są źródłem frustracji wielu graczy na całym świecie. Kiedy mamy do czynienia z jednym z nich, całkowicie zmienia się zachowanie samochodu. Zamiast starać się wprowadzić go w kontrolowany poślizg, cały czas walczymy z tym, aby auto jechało do przodu. Często zatem uderzamy w bandy, tracimy panowanie nad maszyną itd. Trzeba bardzo dużo ćwiczyć, by dojść do jakiegokolwiek sensownego poziomu umiejętności, a nawet wtedy zwyciężanie jest niejednokrotnie bardzo trudne. Dobrą opcją w takiej sytuacji jest możliwość przeskakiwania przejazdów. Aby podążać w stronę sławy i bogactwa nie trzeba brać udziału we wszystkich konkurencjach.
Kariera została skonstruowana tak, że za wyścigi zbieramy gwiazdki, których tylko pewna ilość potrzebna jest do podążania do przodu. Sztuczna inteligencja przeciwników nadaje im nieco naturalnego charakteru, zdarza się im popełniać błędy, wpadać na siebie, ale niestety również jechać po ściśle określonej linii. Bardzo ważnym elementem poprzednich części serii stał się tuning, tutaj mimo to, że ściga się na torach nie jest inaczej. Przerabiamy głównie silnik i elementy w nim. Opcji zmiany wyglądu wozu mamy, ale nie jest ich tak dużo jak np: w Undercover. Wszystko ogranicza się do wybrania odgórnie przygotowanych elementów karoserii, więc nie wybieramy osobno lusterek lub zderzaków. Nowy deweloper to także nowy silnik graficzny, dzięki któremu Need for Speed: Shift jest niebywale urokliwą produkcją. Jeśli chodzi o to, jak prezentują się samochody, tudzież tory, wszystko jest na bardzo wysokim poziomie. To nie one są jednak najważniejsze. Najbardziej reklamowanym i zarazem najciekawszym aspektem graficznym jest widok zza kierownicy, nazwany efekciarsko Driver’s Experience. Podobne rozwiązanie oferowało już wiele gier, tym razem jednak faktycznie mamy wrażenie siedzenia we wnętrzu samochodu. Kamera delikatnie przesuwa się w zależności od tego co robimy, podczas zakrętów leci na boki, gdy przyspieszamy cofa się nieco do tyłu, a w trakcie hamowania zbliża się w stronę deski rozdzielczej. Świetnie wygląda także wypadek, któremu towarzyszy całkowite zamglenie obrazu. Driver’s Experience to najlepiej zrealizowany widok z kokpitu z jakim miałem do czynienia.
Need for Speed: Shift to bardzo dobra produkcja, którą polecałbym zarówno graczom niedzielnym jak i hardcorowcom, którzy cenią wysoki poziom trudności w grach wyścigowych i realistyczne zachowanie wozów. Dla mnie cała seria podąża w dobrym kierunku mimo, że Need for Speed to jednak nielegalne wyścigi i miejski klimat, ale ostatnie części jednak nie były dobrze zrobione co pokazywały oceny recenzentów jak i zainteresowanie graczy. Shift nie jest wolny od wad, mnie przeszkadzały przydługie loadingi i dziwne rzeczy, które działy się z grafiką podczas wyścigów np. zanikanie tekstur i przeciwników. Za to obniżam ocenę tej gry do 80%.
« Muzyka z Zeno Clash za darmo!
Autor: marcin213
Poczytaj także
NFS Shift – wymagania sprzętowe
Forza Motorsport 3
Need for Speed Undercover (PSP)
Wyniki ankiety “Czy uważasz NFS Shift za odrodzenie serii?”
NFS Shift – trailer/gameplay
Tagi
ea games, need for speed shift, recenzja
Kategorie
Gatunki gier PC Platformy Promowane Recenzje Teksty Wyścigowe
Komentarze
















Z NFS-ów podobał mi sie tylko Underground 2, ale w Shifta nie grałem, więc kto wie?:P
Co do tekstu to dobry i przyjemnie się czyta:)
Shift jest nudny jak wszystkie Need for Speedy. Tylko jeździsz, jeździsz i jeszcze raz jeździsz, żeby chociaż zabijać rywali można było albo przebijać im opony. Dlatego bardziej lubię GTA :)