Hot news!
-
[recenzja] Saint’s Row 2 (X360)
wtorek, 18 Maj 2010r. 3 komentarze Dodał: infamusse
Po premierze Grand Theft Auto 3, powstała moda na tak zwane sandboxy (z ang. piaskownica), czyli gry o otwartej strukturze, oddający nam nieskrępowany niczym świat, który mogliśmy przemierzać za pomocą różnych środków lokomocji. Podejście developerów do tematu było różne – jedni stawiali na świetny klimat (Assassin’s Creed, Saboteur), inni na eksploracje świata w płaszczyźnie pionowej (Crackdown + dwie wyżej wymienione ), a jeszcze inni po prostu zrzynali od Rockstara wszelkie patenty i wydawali je pod inną nazwą. Panie i panowie oto Saint’s Row 2.
Szacun, czyli najważniejsza zaleta bycia miejscowym gangsterem, to również bardzo ważny element gry Saint’s Row 2 – przecież bez niego jesteś nikim na dzielni. Stilwater, miasto które niegdyś było własnością gangu Świętych, nie jest już takie same – gdy budzisz się po dwóch latach śpiączki spowodowanej wybuchem bomby przechodzisz operację plastyczną – od tego momentu zaczyna się gra, w jednej chwili zdajesz sobie sprawę, że gra stawia na iście „jajcarski” klimat. Zaczynamy od stworzenia postaci: kobieta, mężczyzna, a może jakiś pośredni etap ewolucji, wszystko zależy od nas. Kobieta z wąsami, gruby transwestyta, a może po prostu zwykła blondyneczka, z kałachem zamiast torebki – suwaków, regulatorów oraz odcieni jest co niemiara. Możemy nawet wybrać styl poruszania się czy gesty jakimi będziemy obrażać inne gangi – a tych pod naszą nieobecność przybyło aż trzy. Roninowie, to samurajowie godni XXI wieku, jeżdżą na motorach, używają wyzłacanych katan oraz najlepszego japońskiego uzbrojenia; Synowie Samedi to zapaleni palacze rzeżuchy, a do tego praktykują sztuki voodoo, są nieprzewidywalni, co czyni ich bardzo groźnymi, oraz Bractwo skupiające w swoich szeregach młodych gniewnych i wszelkich wyrzutków społeczeństwa – to najbardziej nieokrzesani i dzicy ludzie w Stilwater. Został jeszcze Ultor niegdyś firma jeansów – dziś największa korporacja w kraju. To oni kontrolują byłą dzielnicę Świętych, poza tym nie są zadowoleni z twojego powrotu, a mają ku temu powody – to ty odbudujesz na nowo gang świętych… Lecz do tego potrzebujesz lojalności, ludzi, kasy, a co najważniejsze respektu. Cała gra Saint’s Row 2, kręci się wokół niego – od samego początku towarzyszy nam jego wskaźnik, który będziemy stopniowo napełniać, gdyż bez niego nie rozpoczniemy żadnej misji. Trzeba się trochę namęczyć, aby być szanowanym. Nie wystarczą same kosy z innymi gangami – musimy się udzielać dla społeczności lub znaleźć jakąś odpowiednią pracę, co daje nam wiele korzyści takich jak na przykład nowe ciuchy, bronie, silniejsze ciosy itd. Rzecz w tym, że wymaga to poświęcenia czasu, bo wszystkie „akcje” są podzielone na sześć leveli. Nie są one zbyt wyśrubowane jeśli chodzi o poziom trudności – na normalu każdy kto ma wolne 50 h może spokojnie próbować przejścia gry na 100 % – samemu lub w trybie kooperacji przez internet (split/screen nie został zaimplementowany). Tak więc możemy spróbować swoich sił w pilotażu helikoptera, uczestnictwa w telewizyjnym show jako przebrany policjant, wyłudzać ubezpieczenie niszcząc siebie (serio!), sprawdzić się na arenie demolitions derby czy walk w klatkach… To oczywiście tylko część atrakcji jakie nas czekają w Stilwater, ale największa, o której wam zaraz powiem bije na głowę wszystko co widzieliście do tej pory – Saint’s Row 2 pozwala nam wcielić się w działowego (oddajcie pokłon, czapki z głów!) szambowozu i ładnie to ujmując ostrzeliwać wrogie budynki i inne cele, co wbrew pozorom daje masę frajdy. Teraz już wiecie czemu we wstępie napisałem o jajcarskim klimacie ? Tutaj zamiast cover-systemu operujemy żywymi tarczami - moc!
Szacun – ciągle powtarzam to słowo, ale cała ta gra kręci się wokół niego. Jednym z haseł promujących produkcję było „tuninguj wszystko” – i faktycznie możemy przebierać w pokaźnej garderobie dla obu płci, odpicować sobie furę i chatę, że Xzibit by mógł pozazdrościć – a wiecie co jest najlepsze ? To również wpływa na poziom respektu, gdyż odblokowuje nam nowe akcje i dodaje mnożniki pod koniec każdej z nich. Powoli przechodzimy do samych misji, lecz w porównaniu do GTA to nie nimi gra stoi – szczerze, to z nich zapamiętałem najmniej, choć autorzy chcąc unikać błędu Rockstar postawili na iście wybuchowy mix zabawnych cut-scenek z totalną rozróbą na ekranie. Jeśli w GTA IV brakowało wam piły mechanicznej, miniguna, F-16 (cudu techniki, który tydzień leciał z Ameryki) czy prawdziwego czołgu to wizyta w Stilwater obowiązkowa. Powracają również starzy znajomi: Troy, który teraz jest policjantem, Johny czy Aisha również będą jednymi z kluczowych postaci – a nowi generałowie Świętych nie mają w sobie zbyt dużo charyzmy – są śmieszni i to wystarczy. Gra idzie innym torem niż GTA, podczas gdy tytuł od Rockstra poważnieje, Volition Games wypuszcza grę która swoim poczuciem humoru może obrazić dorosłych widzów, a jak sugeruje czerwone kółeczko na okładce tylko do nich jest skierowana . Tutaj możemy naprawdę dobrze się bawić, ale kosztem fabuły, bo ta nawet nie powinna być stawiana na jednej półce z produktem R* i rym „Tedego” pod koniec piosenki promującej tą grę w Polsce : „to rzeź, kółko, kwadrat, trójkąt, krzyżyk masakra, zagraj i się wyżyj” pasuje tutaj idealnie.
W Saint’s Row 2 możemy poruszać się w wodzie, powietrzu i na lądzie różnymi środkami lokomocji. Model jazdy autem jest oczywiście czysto arcadowy, a samych pojazdów mamy wiele, choć większość niedociągnięć w grze związanych jest z właśnie nimi. Lubią one spawnować się nam pod nogami, a nasi kumple nie umieją wsiadać na motor… Lecz każdy z nich jest fanem Davida Copperfielda i umie nagle teleportować się na jednoślad z odległości dwóch metrów. Ogólnie cała sztuczna inteligencja w produkcji zawodzi i co z tego, że nasi ziomkowie są tuż za nami (możemy ich mieć do trzech naraz). Gdy nie zmieszczą się w jednym wozie (powiedzmy że jest dwuosobowy) sami znajdują auto i jadą za nami, jednak gubią się na pierwszym zakręcie. Raz gdy wysiadłem z wozu jeden cep zamiast pójść w moje ślady bezczelnie mnie przejechał. Na szczęście nieźle celują, co czyni ich pomocnymi podczas misji. Jeśli chodzi o park maszyn latających, to w przeciwieństwie do GTA mamy samoloty, lecz nie ma mowy o żadnych prawach fizyki czy przeciążeniach, choć w sumie to tylko popsuło by zabawę. To nie symulator tylko parodia i tu takie rozwiązanie sprawdza się doskonale. Ilość broni również ryje beret – od paralizatorów, gazu łzawiącego przez laskę alfonsa (świetnie zamaskowany shotgun) aż do wcześniej wspomnianego miniguna, czy piły łańcuchowej – po prostu jest to czego nie ma w GTA IV (bynajmniej w podstawce) czyli zabawne, luźne a nawet jajcarskie podejście do tematu.
Gra, wygląda w miarę dobrze – grafika stoi na wysokim poziomie, a animacje wybuchu czy rozmycia wyglądają świetnie. Na uwagę zasługuje szczególnie efekt rozmycia który wygląda, nie bójmy się tego słowa – wspaniale. Dźwięk broni może nie powala, silniki aut też nie brzmią za dobrze, choć sama muzyka rozbrzmiewająca w radiu, zasługuje na pochwałę – mamy wiele hip-hop’owych stacji, które podkręcają ziomalski klimat, trochę muzyki poważnej czy nawet operowej – licencji jest sporo. Ponadto możemy wykupować piosenki do wirtualnego mp3, za kasę zdobytą w grze. Oczywiście ilość utworów czy samych audycji radiowych nie może się równać z ostatnim GTA, ale przynajmniej tu nie jest osamotnione. Jeśli chodzi o samą jakość rozrywki oferowanej przez Saint’s Row 2, to można tu się dobrze bawić lecz mi poważna konwencja GTA bardziej urzekła – odnoszę wrażenie, że Volition Games trochę przesadziło z „jajcownością” oraz anty-realizmem i duch pierwszej części został utracony.
« Kilka słów o Dead Space 2 od twórców
Autor: infamusse
Poczytaj także
Watchmen:The End is Nigh Part One
The Saboteur (X360)
Kurczaki X
Serious Sam HD także na PC
Prototype (PC) – gameplay vol. 2
Tagi
recenzja, Saints Row, Saints Row 2, Volition, Xbox360
Kategorie
Akcji Galerie Gatunki gier Platformy Promowane Recenzje Teksty Xbox 360
Komentarze
















W Saints Row 2 nie grałem i nie zagram bo na PC jest skopana optymalizacja. Co to samej recenzji to bardzo dobra, aczkolwiek trochę za dużo tych porównań do produkcji Rockstar`a:P
A ja w to grałem. I bardzo mi się podobało. Recka też mi się podoba.
Fakt optymalizcja jest marna, ale od czego są konsole :p. Gra fajna, choć troszkę zbugowana. A, co do porównań do GTA to sorry, ale są nieuniknione :D