Hot news!

  • [recenzja] Batman: Arkham Asylum (PC)

    sobota, 15 Maj 2010r. 4 komentarze Dodał: guy_fawkes
    Batman: Arkham Asylum (PC)

    Gotham City – miasto stracone, którego całą populację można posądzić o umysłowe zboczenia. Jedni ani trochę się nie maskują, przebierając za latające myszy czy też harlekinów; drudzy, z pozoru normalni – jeszcze bardziej odstają na płaszczyźnie psychiki od stereotypowego, zdrowego człowieka – wierzą w lepsze jutro, nie chcąc opuszczać podwojów przesiąkniętej bezprawiem i korupcją metropolii. Jednak i oni doczekali się swojego mesjasza w Człowieku-Gacku, który jako fan odzieży skórzanej i obcisłych slipek specjalizuje się przede wszystkim w dominacji. Nad złem, rzecz jasna.

    Batman, stworzony w umysłach Boba Kane’a i Billa Fingera (tylko Kane jest oficjalnie uznawany za autora), pierwszy raz pojawił się na kartach Detective Comics #27 w maju 1939 roku. Jest to z pewnością jeden z najbardziej rozpoznawalnych komiksowych herosów świata i wątpię, by którykolwiek z czytelników nie kojarzył tej postaci. Niemniej jednak, gwoli ścisłości, wypada podać kilka faktów, przybliżających tego superbohatera. Pod charakterystyczną maską kryje się Bruce Wayne, dziedzic ogromnej fortuny swego rodu. Jako małe pacholątko był świadkiem śmierci swych rodziców, zamordowanych przez bandytów, stanowiących dla komiksowego Gotham City taki sam fundament jak beton i zbrojenia. Tragedia skatalizowała w młodym umyśle przemianę, która pchnęła Bruce’a do poświęcenia swego życia walce ze złem, panoszącym się w mieście. Osiągnąwszy psychiczną i fizyczną doskonałość po latach treningu, Wayne jako Batman, Człowiek-Nietoperz, wypowiedział krucjatę bezprawiu. Z czasem zyskał sojuszników, jak choćby Batgirl, Robina czy też komisarza Jima Gordona (że już nie wspomnę o Alfredzie, dzielnie służącym swemu pracodawcy). Naturalnie, jak na superbohatera przystało, Batman „zaskarbił” sobie nienawiść arcywrogów – Jokera, Pingwina, pięknej (w granicach normy… co jak co, ale można było o nią dosłownie „zzielenieć” z zazdrości ;) Bluszcz i wielu, wielu innych, z którymi nieustannie prowadzi bój.

    Postać Batmana została zauważona również przez branżę filmową, przyciągniętą zapachem pieniędzy, jakie tysiące fanów komiksu z pewnością zostawią w kinowych kasach, by zobaczyć przygody swego ulubieńca na wielkim ekranie. Powstało kilka obrazów, które w mniejszym lub większym stopniu były zbliżone do wizerunku herosa na kartkach komiksu. Ostatni z nich to „Mroczny Rycerz”, dobrze przyjęty przez widzów i krytykę, głównie z uwagi na ciężki, dojrzały klimat; choć z drugiej strony – gdzieś po drodze porzucono komiksowy wydźwięk.

    Naturalnie, po swoją dolę z sukcesu Batmana sięgnęła również branża elektronicznej rozrywki. Powstało kilka tytułów (w tym nawet na NES’a), jednakże próżno było szukać wśród nich produktu naprawdę godnego polecenia. Marazm w dziedzinie komputowego/konsolowego Batmana trwał aż do końca lata roku 2009, kiedy to mało znane RockSteady Studios objawiło światu multiplatformową grę (PC, X-BOX 360 i PS3) Batman: Arkham Asylum.

    Batman: Arkham Asylum

    Przyznam, że gdy po raz pierwszy zetknąłem się w prasie z zapowiedzią nowych przygód Człowieka-Nietoperza, byłem nastawiony dość sceptycznie. Owszem, jako dziecko oglądałem jego animowane dzieje, a nawet wielokrotnie słabszą serię, traktującą o jego następcy w „Batman: 20 lat później”, jednakże nie zdołały one zaszczepić u mnie bakcyla fascynacji Bruce’m Wayne’m. Minęło kilkanaście lat, gdzieś na świecie Wuj Sam jął przygotowywać grunt pod następne kolonie McDonaldów, a niżej podpisany schował Gotham wraz z jego menażerią do pudła z napisem „dzieciństwo” i wyniósł na umysłowy strych. Tym większe było moje zdziwienie, gdy na jednym z serwisów zobaczyłem początek gry, w którym klimat dosłownie wylewał się z monitora. Z niecierpliwością czekałem na kolejne doniesienia w kwestii Arkham Asylum, błyskawicznie pochłonąłem demo, gdy się ukazało, wreszcie zasiadając do pełnej wersji poczułem, że wraz z dwuklikiem na ikonie gry zaczyna się coś niebywałego, co mnie porwie z kretesem na długie godziny…

    …do samego Arkham Asylum, więzienia-zakładu psychiatrycznego dla największych mętów Gotham. Początek jest dość niewinny: Batman eskortuje doń Jokera, który po raz kolejny zbiegł i zdążył narozrabiać jak podpity zajączek na grządce kapusty. Kryminalista, mimo iż jest spętany niemal niczym Hannibal Lecter, zdaje się nie być opuszczony przez własne poczucie humoru. Wreszcie następuje moment, w którym Batman nie może dalej eskortować więźnia w trzewia Arkham, zostaje zatem z komisarzem Jimem Gordonem, wieloletnim sojusznikiem, z którym dawno temu zawarł ciche przymierze. Mimo podjętych środków bezpieczeństwa, Mrocznego Rycerza nie opuszcza złe przeczucie, bowiem ma wrażenie, iż Joker zbyt łatwo dał się pochwycić. Jak się okazuje, nie bez kozery – Jokerowi jakimś cudem udaje się oswobodzić, co więcej – wsparty przez Harley Quinn, przejmuje kontrolę nad kompleksem, wdrażając w życie własny, demoniczny plan, w którym Batman i wszyscy choćby jedną nogą znajdujący się po stronie prawa stają w obliczu śmiertelnego niebezpieczeństwa. Cóż, nie pozostaje zatem nic innego, jak wziąć sprawy we własne ręce (oraz batarangi) i powstrzymać zapędy Jokera.

    Batman: Arkham Asylum

    Z grubsza rzecz biorąc – wyświechtane nudy, powiedziałby ktoś. Otóż nic bardziej mylnego – RockSteady Studios dokonało niebywałej sztuki, nie idąc na łatwiznę w stronę banalnego mordobicia, lecz kreując zaiste znakomitą fabułę. Stało się to głównie za sprawą wprowadzenia innych, znanych z uniwersum Batmana, schwarzcharakterów – przyjdzie nam zatem toczyć boje m.in. ze Strachem Na Wróble, Bluszczem czy Bane’m. Piękne jest to, iż nie dodano ich na siłę, w charakterze „zapchajdziur” – każdy z nich ma swoją rolę w intrydze, odkrywa przed nami swoje tajemnice, imponując unikalnym, właściwym tylko sobie portretem psychologicznym. Stanowi to koronny argument w walce z dyletantami, którzy twierdzą, iż nowy Batman to egranizacja ostatniego filmu, co jest oczywiście wierutnym kłamstwem – heros w wydaniu gry garściami czerpie z komiksu, o czym mogą zaświadczyć chociażby wspomniani przestępcy. Ponadto, żeby było ciekawiej, gra stawia również przed nami zadania poboczne, jak chociażby uratowanie zakładników przed niechybną śmiercią.

    Warte własnego, autonomicznego akapitu jest tytułowe Arkham Asylum. Ów szpital psychiatryczny założył w 1920 roku niejaki Amadeusz Arkham pomny tragedii, jaka go spotkała – wymordowanie całej jego rodziny przez psychopatę, co w pewien sposób zdradza swoiste „braterstwo dusz” z Bruce’m Wayne’m. Amadeusz podążył jednak bardziej pacyfistyczną drogą, choć poniewczasie sam postradał zmysły. Mimo iż akcja gry ma miejsce wiele lat później, historię założyciela Arkham można poznać dzięki odnajdywaniu Kronik Arkham, należących do obecnej w grze puli „znajdziek”. Same Kroniki to krótkie nagrania, w których Amadeusz opowiada o swoim stanie ducha i przejściach. Sposób, w jaki artykułuje on poszczególne kwestie to istna wirtuozeria – podczas ich odsłuchiwania stawał mi przed oczami obraz człowieka, który z pewnością przeżył wszystko to, o czym opowiada, lecz gorycz wymieszana z upływem lat zdążyła odcisnąć na nim swe piętno. Na uwagę zasługuje fakt, iż Kronik nie odnajdujemy wyrywkowo (np. początkową i potem nagle którąś końcową), lecz gra udostępnia je nam po kolei, jako iż stanowią one pewien ciąg myślowy. Toteż wspomniane znajdźki w formie tablic z charakterystycznym pajączkiem należy traktować jako swoisty „bilet” od odtworzenia kolejnego nagrania. Niespodzianka – na tym temat elementów do odszukania się nie kończy, ale o tym za chwilę.

    Same Arkham zaś to nie jeden budynek, lecz cały kompleks, położony na wyspie. Oprócz zabudowań penitencjarnych mamy tutaj również rezydencję, moduł szpitalny, a nawet ogród botaniczny. Całość podzielono na kilka sektorów wedle stron świata. Przemieszczamy się po nich o własnych siłach, zaś Batmobil i pojazd latający naszego bohaterskiego gacka w zasadzie statystują jedynie w cut-scenkach. Nie wszystkie lokacje dostępne są w danej chwili, do jednych uzyskujemy dostęp dopiero w którymś momencie fabuły, inne wraz z jej nurtem bezpowrotnie się za nami zamykają. Cały kompleks jednakże jest dość spory i w większości otwarty na gracza. Poszczególne lokacje dopracowano w szczegółach, wyposażając nie tylko w przyjemne dla oka meble czy też inne „wnętrzo-wypełniacze”, lecz przede wszystkim w mnogość alternatywnych dróg, z których korzysta Batman – wszak trywialne używanie drzwi jest z pewnością nie w jego stylu. Poruszamy się zatem po szybach wentylacyjnych, a przede wszystkim – w powietrzu, szybując od jednego punktu zaczepienia do drugiego. Świadomość trójwymiarowości otoczenia jest szczególnie istotna podczas eliminacji uzbrojonych przeciwników, bo przecież Batman Człowiekiem z Żelaza nie jest.

    Batman: Arkham Asylum

    Z lokacjami powiązano kolejny ficzer – zagadki środowiskowe. I nie chodzi tutaj wcale o szukanie jakiejś alternatywnej drogi/torowanie sobie przejścia (choć takie motywy również są obecne), lecz autentyczne łamigłówki Edwarda E.Nigmy, czyli słynnego Człowieka Zagadki. Ów zakompleksiony geniusz szarad ukrył na terenie Arkham Asylum 240 elementów – większość z nich to po prostu trofea w formie charakterystycznych pytajników, w praktyce – zwyczajne znajdźki (czasem uda nam się znaleźć mapę, zdradzającą ich rozmieszczenie na danym obszarze); jednakże tu pojawia się smaczek – bowiem oprócz nich gra serwuje nam również autentyczne zagadki. Na każdy element danej lokacji jest inna szarada, często kilka jeśli uda nam się pierwszą rozwiązać. Otrzymujemy naprawdę enigmatyczny tekst, a naszym zadaniem jest dociec, o jaki element, znajdujący się w otoczeniu, Edwardowi chodziło. Dla przykładu: „Czy widzisz ten obraz zSZARPanych nerwów?”. Chodzi oczywiście o portret Quincy’ego Sharpa, zarządcy całego kompleksu. Aby sprostać co bardziej wyrafinowanym szaradom należy się wykazać świetną znajomością uniwersum Batmana, gdyż częstokroć bez tego nie sposób nawet domyśleć się, co Edward miał na myśli. Muszę przyznać – rozwiązywanie tych zagadek stanowi świetny akcent oraz miłą odskocznię od akcji, wprowadzając doznania płynące z gry na nową płaszczyznę, ponadto ich rozwiązywanie skutkuje odblokowaniem trofeów postaci – dostępnych z poziomu meny gry trójwymiarowych modeli bohaterów, które można dowolnie obracać i oglądać. Z kolei sam autor zagadek w żaden inny sposób nie staje z nami w szranki.

    Kontynuując temat znajdziek należy wspomnieć jeszcze o fantastycznym ukłonie twórców w stronę takoż i fanów, jako i graczy mniej obznajomionych z komiksem – w toku gry odblokowujemy bowiem notki o głównych postaciach z tego uniwersum, zawierające wizerunek danej postaci,jej historię, znane fakty oraz atrybuty. Składa się to na niemalże kompletne kompendium wiedzy o (nie)realiach komiksu; w dodatku, jeśli mowa o czarnych charakterach, znajdujemy również taśmy zawierające nagrania z ich sesji z psychiatrami. Doprawdy, RockSteady Studios można stawiać za wzór w kwestii dopracowania elementów dostępnych dzięki szeroko rozumianej eksploracji.

    Wracając do aspektu lokacji należy wspomnieć o najpoważniejszym zarzucie, jaki nasuwa się dość szybko pod adresem gry – mianowicie backtrackingu, czyli konieczności przemierzania po raz kolejny tych samych miejsc. Developer dość zręcznie z tego wybrnął, mając na swoją obronę naprawdę poważny argument – bowiem za każdym razem lokacja (w wyniku biegu fabuły) może się nieco zmieniać, a dzięki kolejno zdobywanym nowym gadżetom (jeszcze będzie o nich mowa) Batman uzyskuje dostęp do kolejnych jej części; ponadto należy wspomnieć o bardziej przyziemnej zalecie – w końcu wracamy mając pewną znajomość danego miejsca, toteż możemy lepiej wykorzystać jego cechy w walce z trudniejszymi przeciwnikami.

    Batman: Arkham Asylum

    A teraz wisienka na torcie recenzji, czyli przybliżenie postaci samego Batmana (oczywiście pod kątem gry). O faktach z jego życia już powiedziano, pora przejść do kwestii istotniejszych – co potrafi nasz podstarzały już gacek? Otóż, przede wszystkim, brzydzi się bronią palną – nie łudźcie się, iż doświadczycie kolejnego klona Gears of War (chociaż kilka analogii dałoby się wymienić – widok TPP, postać lekko z lewej strony ekranu, sprint za pomocą SPACJI, czy też atakowanie batarangiem zza rogu; jeśli jednak poruszamy się w szybach wentylacyjnych, kamera przechodzi w FPP, nie można wtedy używać gadżetów). Siłę Batmana stanowi przede wszystkim trzymanie się cienia i bezlitosny, błyskawiczny atak z zaskoczenia. Generalnie, zmagania z przeciwnikami dzielą się na 2 kategorie: otwarte batalie oraz cichą eliminację. W tych pierwszych wykorzystujemy przede wszystkim atuty Batmana leżące w jego doskonałej znajomości sztuk walki. Sam jej system nie jest skomplikowany – ogranicza się jedynie do 3 klawiszy: ataku, silniejszej jego wersji wywołującej ogłuszenie oraz kontry (jej opanowanie wymaga ćwiczeń). Istotą potyczek jest nabijanie specjalnego mnożnika poprzez nieprzerwany ciąg skutecznie wyprowadzanych ciosów. Sprawia on, że nie tylko uderzenia są silniejsze i stają się dla nas dostępne nowe kombinacje, lecz również daje większy bonus do Punktów Doświadczenia (które lada chwila doczekają się stosownej wzmianki). Naturalnie, podczas walk można używać batarangu, również dzięki szybkiemu jego wyrzutowi, dostępnemu poprzez naciśnięcie Q.

    Drugi ze sposobów na starcia to wspomniana cicha eliminacja przeciwników, która to, nota bene, stanowi kwintesencję postaci Batmana. Tę taktykę stosuje się w większych lokacjach, podczas starć z uzbrojonymi w broń palną przeciwnikami. Jako, iż z reguły patrolują oni teren pojedynczo, możliwe jest ich ciche wykluczanie jeden po drugim. W roli schronienia i jednocześnie swego rodzaju „bazy wypadowej” do tego rodzaju ataków świetnie sprawdzają się zlokalizowane pod sufitami gargulce, pomiędzy którymi Batman może się swobodnie przemieszczać. Po zdobyciu odpowiedniej modyfikacji (czytajcie dalej, a będzie wam dano) Gacek może np. zawisnąć w dół niczym autentyczny nietoperz, by pochwycić przechodzącego pod gargulcem wroga i powiesić go pod nim. Oczywiście, delikwent będzie zdzierał gardło w celu zawezwania kompanów, toteż po takowej akcji należy szybko się ewakuować w oddalone miejsce. Jeśli mamy taką wolę, możemy go odciąć, choć i tak po chwili sam straci przytomność, swoją drogą – dzieci (albo i nie…), szklanek i wolnych gargulców nigdy za dużo ;) . Bardzo skuteczną formą ataku jest również kopnięcie w locie – Batman szybuje na swej pelerynie, by po chwili zapoznać adwersarza ze swoim obuwiem. Oczywiście, tak potraktowanego wroga należy jeszcze znokautować, gdyż w przeciwnym razie po chwili wstanie. Jeśli mamy szczęście, możemy również po prostu zajść przeciwnika od tyłu i cichaczem przekonać go, iż sen na służbie to nie taka zła rzecz, jak się może wydawać. Oczywiście, możliwości jest więcej, a to sprawą chociażby gadżetów, kolejno odblokowywanych z toku gry.

    Batman: Arkham Asylum

    Naturalnie, najbardziej znane z nich to batarang oraz pistolet, wystrzeliwujący linę. Potem arsenał Gacka powiększa się o wybuchowy żel, pozwalający niszczyć wrażliwe ściany i zastawiać pułapki; pazur, potrafiący wyrywać kratki z otworów wentylacyjnych na odległość, deszyfrator dedykowany otwieraniu zabezpieczonych przejść (z jego używaniem wiąże się przyjemna mini-gierka) i jeszcze więcej. Możliwości kilku z nich, jak również samego Batmana zwiększamy, zdobywając kolejne poziomy doświadczenia. Przy awansie na kolejny nie rośnie nam siła, nie zwiększa się odporność, nic z tych rzeczy – po prostu gracz może zaaplikować Gackowi kolejną modyfikację, których łącznie jest 20. PD otrzymujemy za wykonywanie zadań, likwidację przeciwników, rozwiązywanie zagadek oraz odszukiwanie znajdziek.

    Trzeba także dodać, iż nie zawsze można użyć liny – bywa, iż sytuacja wymaga staroświeckiej wspinaczki, choć na szczęście nie tak skomplikowanej jak w Tomb Raider. Całość uzupełnia fakt, iż dzięki pelerynie i możliwości szybowania Batman może skakać z dowolnych wysokości. Ponadto, gdy zaczynamy np. spadać z klifu tudzież do pomieszczenia pełnego gazu Jokera, należy szybko użyć klawisza wystrzelenia liny by uciec.

    Interesująco przestawia się również kwestia systemu zdrowia – brak jest autoregeneracji w znanej wszystkim formie; na to miejsce zręcznie wskoczył inny schemat: na każdą walkę mamy określoną poprzez aktualną modyfikację pancerza ilość energii, która po uporaniu się w wszystkimi przeciwnikami zostaje automatycznie uzupełniona (choć niekoniecznie do końca). W mojej opinii jest to rozwiązanie słuszne, dobrze wpasowujące się w charakter gry i takoż samo zbalansowane.

    Skoro worek z niespodziankami został już otwarty, warto spojrzeć weń głębiej – ujrzycie tam tryb detektywa. Naturalnie, podyktowany on został sławą, jaką cieszy się Batman w dziedzinie kryminologii, zaś wymyślone przezeń urządzenia znakomicie mu w tym pomagają. A z czym to się je? Otóż po wduszeniu klawisza „X” ekran zupełnie zmienia kolor na charakterystyczny niebieski (lub inny). W tym trybie podświetlane są interaktywne elementy otoczenia (gargulce, kratki szybów wentylacyjnych, znajdźki), łatwe do zniszczenia fragmenty ścian; ponadto dostarcza on cennych informacji o liczebności przeciwników, ich uzbrojeniu oraz stanie ducha (!). Co więcej, pozwala na szukanie dowodów – odcisków palców, śladów DNA etc., po czym jak po sznurku prowadzi nas do szukanej osoby itp. Z grubsza rzecz biorąc przypomina to nieco Condemned, jednakże zostało tutaj potraktowane w zupełnie inny sposób. Warto również dodać, iż filtr zmienia kolor w zależności od poszlaki, którą się kierujemy. Naturalnie, z uwagi na brak kompasu, zgubić nie pozwoli nam się również mapa, pokazująca obecne miejsce przebywania Gacka i cele. Przyznaję, iż lwią część gry przeszedłem właśnie w tym trybie (mimo, iż wygląda wtedy wielokrotnie brzydziej) z prostego powodu – więcej wtedy widać.

    Batman: Arkham Asylum

    Mało? To dodam jeszcze, iż strój Batmana stopniowo się niszczy podczas gry – peleryna się targa, zaś w samym kombinezonie pojawiają się rozdarcia.

    W kwestii przeciwników Arkham Asylum również nie zawodzi – od zwykłych, szeregowych zbirów przez zbrojnych w karabiny snajperskie po bossów. Wszyscy są świetnie zaprojektowani i rozmawiają w sposób adekwatny do sytuacji – nie niepokojeni, prowadzą luźne rozmowy, zdenerwowani, próbują jak najszybciej dopaść Batmana, lustrując najbliższe otoczenie, wreszcie przerażeni poruszają się powoli, w grupach, nie chcąc zbliżać się do niebezpiecznych z ich punktu widzenia rejonów. Oczywiście, ich stan ducha zależny jest od skuteczności Batmana – jeśli zginie większość „drużyny”, w szeregi niedobitków automatycznie wkrada się strach i zwątpienie. Sprawia to, iż sterujące nimi AI wydaje się być bardzo „ludzkie”. Naturalnie, zaalarmowani natychmiast przybiegną, zaś ich uwagi nie ujdzie żaden poturbowany. Ciekawostką jest, iż „finisher” na ostatnim przeciwniku z grupy pokazywany jest w zbliżeniu, oczywiście w obowiązkowym spowolnieniu. Z drugiej strony – nie ma tutaj krwi i rozczłonkowywania ciał, wszak Batman nie jest mordercą – wrogowie zostają jedynie pozbawieni przytomności.

    Inna kwestia to bossowie, na czele z Jokerem. Cóż – moim zdaniem jego postać jest o wiele ciekawsza niż Batmana, zasadniczo to właśnie on jest tutaj gwiazdą. RockSteady Studios z pewnością dołożyło wszelkich możliwych starań, gdyż jego mający komiksowy rodowód wygląd, wspaniałe kwestie oraz zachowanie po prostu na długi czas zapadają w pamięć. Jako nasz główny antagonista, uwielbia do nas przemawiać z monitorów oraz systemu nagłaśniającego Arkham. Cały czas prowadzi z Batmanem grę, mając w pogardzie tak życie jego oraz niewinnych pracowników, jak również własnych najemników. Czasem rzuci wyzwanie dotarcia do zakładników w określonym czasie, innym razem „pomoże” nam, nie alarmując własnych ludzi, iż właśnie zbliża się Nietoperz. Jednakże, w całym swym jestestwie, jest to postać szalona i zła, która pomimo swej chuderlawej postury jest godnym naszego protagonisty przeciwnikiem. Truflą w wyśmienitym daniu jego postaci jest fakt, iż głosu użyczył mu sam Mark „Look, it’s my father!” Hamill, który doskonale sprawdził się w tej roli przy produkcji serialu animowanego. Doprawdy, od strony voice-actingu nie ma się do czego przeczepić, nawet UltraPazurem Batmana.

    Poza nim przyjdzie nam się osobiście mierzyć z innymi arcyprzestępcami, jak chociażby Strachem Na Wróble czy Bane’m. I tutaj należy oddać grze sprawiedliwość – z każdym z nich walczy się zupełnie inaczej, w innej konwencji. Naturalnie, zwycięstwo wymaga wykoncypowania specyficznego sposobu, jednakże żaden gracz nie powinien mieć z tym trudności. Z pewnością potyczki z Szeffostwem należą do najjaśniejszych punktów gry – są ciekawe, dopracowane, a przede wszystkim – różnorodne. Najbardziej zapadło mi w pamięć spotkanie ze Strachem Na Wróble, które wprost wzniosło się na wyżyny artyzmu w aspekcie walk z bossami. W tym kontekście nieco rozczarowuje wieńcząca grę sekwencja, choć i tak stoi na o niebo wyższym poziomie aniżeli w wielu produkcjach konkurencji.

    Pod maską Arkham Asylum ochoczo pomrukuje Unreal Engine 3.5, w PC-towej wersji z wykorzystaniem PhysX. Trzeba przyznać, iż wybranie dzieła Epic’a było strzałem w dziesiątkę – gra wygląda pysznie, otoczenie pełne jest szczegółów, znakomitych efektów świetlnych, a przede wszystkim – zachwycających krajobrazów (gdy znajdziemy się w szczególnie urokliwym miejscu) oraz modeli postaci. Batman oraz jego przeciwnicy/sojusznicy poruszają się bardzo płynnie i naturalnie, zaś podczas walki – Gacek nie ma sobie równych. Fantastycznie prezentuje się również gra aktorska – schwarzcharaktery (i nie tylko) posiadają świetnie animowane facjaty, obdarzone dobrą mimiką. W tym kontekście trochę zbyt sztywno wyglądają rozmowy z normalnymi NPC’ami, wyglądające trochę jak… w Wiedźminie, czyli nieciekawie. Na drugim biegunie leżą liczne cut-scenki, kapitalnie wyrenderowane i zagrane. Cieszy również dopracowanie tak znienawidzonych detali, jak ekranu Game Over – tutaj pojawia się nam przed oczami postać, za sprawą której Batman legł na łopatkach (o ile to był boss) lub Joker, wypowiadając jakąś sentencjonalną, właściwą postaci kwestię. Zaiste, aż dziw bierze, że macki dopracowanie sięgnęły tak daleko! Charakterystyczne dla użytego silnika doczytywanie lokacji jest praktycznie niewidoczne – grze wystarczy moment przejścia przez drzwi, by załadować kolejny fragment obiektu. Całość działa bardzo płynnie, nawet na starszym sprzęcie (C2D 2.93 GHz, GF 8800GT, 4 GB RAM) w maksymalnych detalach przy rozdzielczości 1280*1024.

    Co do systemu zapisu – odbywa się jedynie za pomocą automatycznych checkpointów.

    Batman: Arkham Asylum

    Oprawa audio również przydaje grze klimatu, nie wyłamując się z wysokiego poziomu jakości poprzednich aspektów – muzyka dobrze pasuje do gry, głosy znakomicie dobrano do postaci i, przede wszystkim, znakomicie zagrano (vide wspomniany Mark Hamill jako Joker). W tym kontekście pełne spolszczenie gry wołałoby o pomstę do nieba. Na szczęście, Cenega wydała grę zlokalizowaną jedynie kinowo, i to bardzo zręcznie – co widać zwłaszcza w przytoczonym przykładzie łamigłówki Człowieka Zagadki.

    Nie istnieje tryb multiplayer. I niech nie sypią się na mnie gromy z powodu napisania tego tak po prostu, bez ogródek. Według mojej opinii, Batman: Arkham Asylum wcale go nie potrzebuje, bowiem to by zbyt spauperyzowało całą wymowę gry; jest to produkcja pokroju Bioshocka, nawet pod pewnym względami bardzo zbliżona (świetna fabuła, Rapture = Arkham Asylum, że już o silniku nie wspomnę), toteż od razu staje się jasne, iż na pierwszym miejscu stoi kampania dla pojedynczego gracza. Oczywiście, jest to tylko moje zdanie.

    Recenzowana produkcja została ściśle zintegrowana z platformą giganta z Redmond – Live! Co to znaczy? Przede wszystkim, że jeśli byłoby multi, to i tak nie wykorzystania w Polsce (oczywiście pomijając rejestrację jako nie-Polak). Zamiast trybu wieloosobowego istnieje Tablica wyników on-line. Co pokazuje? Nasz dorobek w Misjach dodatkowych. Tak jest, podczas kampanii stopniowo odblokowujemy misje znajdujące się poza jej nurtem, skoncentrowane na szybkiej, bezpardonowej walce ukierunkowanej na wyniki/czas. Etapy te dzielą się na 2 kategorie: w pierwszej bierzemy udział w otwartych bataliach z coraz większą ilością lepiej uzbrojonych przeciwników; meritum stanowi osiągnięcie jak najwyższego mnożnika, a tym samym liczby punktów. Drugi rodzaj misji to ukradkowe, ciche wykańczanie kolejnych, dobrze uzbrojonych przeciwników w danej lokacji na czas. Stosowny wynik pozwala zdobyć jedną z trzech rang, czyli nota bene medali. Rezultaty możemy porównać z innymi graczami (o ile działa nam Live!).

    Prócz tego z poziomu menu głównego gry możemy pobierać dodatkową zawartość (gdy się pojawi), przeglądać życiorysy postaci oraz trofea, a także sprawdzić nasze statystyki co do postępów w grze. Ciekawostką jest, iż produkcja udostępnia 4 sloty zapisu – każdy przechowuje progress w innej kampanii. W praktyce – odpowiada to profilom w innych grach. Jeśli już przy menusach jesteśmy, warto wspomnieć również o ich dopracowaniu – świetne są zwłaszcza chmary nietoperzy, „przewijające” kolejne ekrany menu.

    Niniejszym kończę tą długą recenzję w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. I nie wiem, co jeszcze mogę dodać poza tym, iż Batman: Arkham Asylum to bez wątpienia w swojej kategorii gra tego roku, jeśli zaś idzie o produkcje komiksowe – być może najlepsza w historii. Dopracowana w najmniejszych detalach, posiada cechę właściwą tylko Wielkim Tytułom, mianowicie znany graczom Syndrom Jeszcze Jednego Zadania. Grzech przebiec przez tą produkcję, nie zobaczywszy/doświadczywszy wszystkiego, co oferuje. Mnie smakowało analogicznie jak wędrówki po podwodnym Rapture – dojrzale, a przy tym wyśmienicie, niczym danie w najlepszej restauracji. „RockSteady set a trap, and I sprang it gloriously!”

     «

      »

    Autor: guy_fawkes


    Poczytaj także


    Tagi

    , , ,


    Kategorie

    Akcji Galerie Gatunki gier PC Platformy Promowane Recenzje Teksty


    Komentarze

    1. FireStorm mówi:

      Recenzja IMHO świetna i miło ją się czyta, więc niech nie wystraszy Was jej długość.
      Co do samej gry. Wielu ją chwali i jak widać słusznie, jednak ja na razie dam sobie spokój. Może gdy trafi do PKK…:P

    2. Adicreed mówi:

      Grałem w Batmana i muszę powiedzieć, że jest to bardzo dobra gra, u mnie dostałaby 100%. A co do recenzji to także świetna!

    3. Mechaniczny Jan mówi:

      Też grałem i tez dałbym 100 % bo w.g. mojego rankingu, 3 najlepsza gra w jaką grałem :D! A text również wspaniały ^^

    4. Łukasz mówi:

      100 100 100 % powinno być!!!! :D Najlepsza gra 2009 roku na PC…….szkoda tylko że tak długo będziemy musieli czekać na kontynuacje :(



Najnowsze video

Hot news