Hot news!

  • [recenzja] Darkest of Days (PC)

    poniedziałek, 12 Kwiecień 2010r. Komentarze są wyłączone Dodał: Jedi
    Darkest of Days (PC)

    Zabawa z czasem to świetny temat na grę komputerową. Przyznać muszę, że Darkest of Days jest grą dobrą, lecz kilka aspektów nie przemyślano tu do końca. W dodatku w grze nie ingerujemy na otoczenie lub przeciwników używając czasu, po prostu bierzemy udział w wielkich historycznych bitwach. Jak zatem sprawdza się gra? Część odpowiedzi znajdziecie w recenzji, a resztę… w grze.

    Historyczna historia

    Tytuł opowiada historię żołnierza Unii – Aleksandra Morrisa, którego ze szponów śmierci wyciąga dziwny człowiek, ubrany w przedziwny kombinezon. Sam agent (jak się okazuje) zostaje ranny, ale udaje mu się wciągnąć nas w kulę czasoprzestrzenną. Trafiamy do bazy KroneteKu, gdzie wita nas Dexter, oraz Matka. Dexter będzie naszym towarzyszem, z którym spędzimy większość gry. Muszę przyznać, że jest on fajną postacią, czasem walnie jakimś śmiesznym tekstem, albo zaklnie. Sam Morris nie powie przez całą grę nic. Nie będzie szukał żadnych wyjaśnień co się tu dzieje, dlaczego nagle został uratowany, oraz co to za cały futurystyczny sprzęt. Przez kilka pierwszych misji duet Dexter – Morris będzie szukać dwóch różnych ludzi, w różnych okresach czasu.

    Wielkie bitwy

    Misje początkowo rozgrywają się w dwóch różnych konfliktach. Jeden podczas wojny secesyjnej, a drugi podczas I wojny światowej. W każdej misji w zależności od wybranego etapu dostaniemy dane uzbrojenie z tego okresu czasu. Misje możemy też sobie sami wybierać, gdyż zwykle mamy wybór między 2 – 3 misjami.

    Czołg z czasów I wojny światowej.

    Gdy trafimy na front rozgrywający się między Konfederatami, a Unią jako narzędzie eksterminacji wrogów dostaniemy muszkiet, który ładuje się dość długo, rewolwer, karabin kilkunastostrzałowy, snajperkę (!), oraz działo w kilku zaplanowanych przez twórców miejscach. Podczas walk w okopach I wojny światowej postrzelamy z rosyjskiego Naganta, niemieckiego Gewhra, pistoletu Luger, stacjonarnego karabinu maszynowego, oraz z większej artylerii. Podczas tych walk niejednokrotnie dostaniemy futurystyczne pukawki, ale nie trzeba z nich korzystać, możemy przejść prawie całą grę z karabinami z danej epoki. Fajne, ale też trochę mało pomyślane są punkty dla broni. Po każdej misji dostaniemy maks. 3 takie punkciki, które możemy wydać np. na większą szybkostrzelność, celność, większy magazynek itd. Dostępne do wyboru mamy zakładki Karabiny i Pistolety, ale to karabiny lepiej ulepszać. Zmiany są zauważalne. A punkty zdobywa się za dobre zachowanie na polu walki i nie strzelanie do ludzi z niebieską otoczką, którzy są ważni dla historii. Ich możemy likwidować za pomocą specjalnych kulek, które wybuchają i otumaniają oponentów.

    II wojna i obóz jeniecki.

    Misji jest około 15. Kilkanaście pierwszych to starcia typowo batalistyczne, czyli prawdziwe wielkie wojny, w których zachowane są szyki, a koło nas walczą setki innych żołnierzy. Te misje sprawiały mi wielką frajdę, bo zawsze chciałem powalczyć na polach bitew wojny secesyjnej i I wojny światowej. Zadania, które mamy wykonać są różne np. zniszczenie oddziału, ostrzał z dział, wydostanie się ze strefy zagrożenia, czy odparcie zmasowanego ataku, oraz wiele, wiele innych. Przez to, że mapy są ogólnie otwarte możemy sobie cel wykonać często tak jak chcemy, np. zaatakować z flanki.  Za nami zawsze biegną jacyś żołnierze, którzy wesprą nas siłą ognia.

    A oto ekran ładowań. Ciekawe informacje tam są.

    Zagramy wszystkimi stronami konfliktu, aby wyrównać szansę na walkę obu stron, tak jak było to przed naszą interwencją. A więc na początku będziemy gnębić Konfederatów oraz Niemców, a później postrzelamy do Unistów oraz Rosjanów. Fajne urozmaicenie, ale szkoda, że misji z nimi jest już niewiele.

    Celowanie wygląda ładnie.

    Sztuczna inteligencja wrogów oraz naszych kompanów nie powala, ale też nie odrzuca. Wrogowie strzelają szeregami i to dość celnie, walczą na bagnety, gdy usłyszą strzały od razu wyszukują przeciwnika lub zmieniają pozycję, ale czasem nas nie zauważają i stoją bez ruchu, bądź wpadają pod samą linię ognia. Umieją za to obsadzać działa czy karabiny maszynowe. Nasi towarzysze działają na podobnej zasadzie – strzelają, chowają się i obsadzają stanowiska. Ogólnie źle nie jest.

    Dexter na służbie.

    Misje podczas II wojny światowej, lub w Pompejach twórcy zrobili już trochę słabiej, bo nie uświadczymy tam walki jak w poprzednich zadaniach. Pobiegamy tam po obozie jenieckim i będziemy strzelać tylko do strażników, a później nasi kosmiczni kompani nam pomogą. Dochodzi wtedy chyba tylko jedna broń – maszynowy karabin, podobny do sławnej Pepeszy. W Pompejach powalczymy wyłącznie przy pomocy futurystycznego karabinu maszynowego, a w tle wybuchać będzie wulkan Wezuwiusz, w wyniku czego na niebie wszechobecny będzie popiół. Atakować będą nas żołnierze Drugiego Frontu, oraz rzymscy legioniści. Te misje są najsłabsze, bo pokazują braki gry, jak np. liniowość oraz bezmyślne naparzanie do wszystkiego co się rusza – nawet do cywilów.

    Historyczna oprawa

    Niech Was tytuł nie zmyli, grafika oraz dźwięk nie są złe, czasem jednak źle wykorzystane. Konfederaci mają szare stroje, a Uniści niebieskie, wyglądają szczegółowo, ale wszyscy są tacy sami, mamy wrażenie, że udział w walkach biorą armie klonów. Czy to ruski dowódca, czy amerykański żołnierz – wszyscy są jak jedna kropla wody. Trochę też kiepskawo upadają, gdy są ranni, lub umierają, ale da się to znieść. Świetnie wyglądają bronie, z muszkietów wylatuje dużo dymu i osadza się parę metrów w górze po czym nic nie widać, a z innych karabinów ulatnia się on tuż nad lufą i tańczy na wietrze. Ogień wypluwa się z dział oraz karabinów maszynowych, a pociski trafiają w ciała kalecząc je i zostawiając ślady na nich. Niekiedy gra wygląda brutalnie, można zauważyć zakrwawione twarze, czy całe ciała. Twórcy zaserwowali nam też w pewnych momentach istne trupiarnie, gdzie leżą setki ciał obu armii. Szkoda, że ciała (te niepodstawione przez autorów) szybko znikają. Roślinność jest bardzo gęsta, wygląda dość ładnie, jednak lekko surowo, a z oddali jest nieco rozmazana i rozpikselowana. Bardzo ładnie wyglądają natomiast eksplozje, np. gdy trafimy w zbiorniki z paliwem podczas misji w sterowcu, wybuch jest niesamowicie wielki i ładny. Fajnie też wyglądają trafienia z karabinów typu Mosin-Nagant. Gdy celujemy z przyrządów celowniczych broni, a po chwili strzelamy, z ciała trafionego tryska krew co też prezentuje się bardzo ładnie.

    W coś takiego wchodzimy na początku i końcu misji.

    Dźwięk jest równie dobry – żołnierze krzyczą coś w swoich językach, po amerykańsku czy po rosyjsku. Bronie wydają głośne dźwięki, każda zupełnie inny, a wybuchy słychać z oddali. Dexter ma typowo twardy głos, a Matka brzmi jak matka… Ranni coś jęczą, a dowódcy wydają komendy do ataku, podczas którego wszyscy wydają z siebie okrzyki bojowe. W Darkest of Days jest na co popatrzeć oraz czego posłuchać!

    Ocena końcowa

    Darkest of Days to gra dla ludzi, którzy chcieliby zobaczyć jak wyglądały walki podczas wojny secesyjnej oraz I wojny światowej. Te misje wykonane są dobrze, gorzej te ostatnie. Bohater nie ma paska zdrowia, regeneruje się ono samo, zapisy są wykonywane automatycznie przez komputer, ale punkty kontrolne rozmieszczone są dość gęsto. Tytuł oferuje też dość dobrą grafikę, która w pewnych momentach jednak prezentuje się słabo, ale spokojnie! Jest  na to patrzeć. Na pewno nie należy traktować tej gry jako coś podobnego do np. Call of Duty, gdyż Darkest of Days nie dorasta do pięt temu shooterowi, ale pograć można – i można się nawet przy tym nieźle bawić.

     «

      »

    Autor: Jedi


    Poczytaj także


    Tagi

    , ,


    Kategorie

    Akcji Galerie Gatunki gier PC Platformy Promowane Recenzje Teksty


    Komentarze

    Comments are closed.



Najnowsze video

Hot news