Hot news!

  • [recenzja] Painkiller: Resurrection (PC)

    środa, 24 Marzec 2010r. Komentarze są wyłączone Dodał: Jedi
    Painkiller: Resurrection (PC)

    Pierwowzór powstał w Polsce, dzięki studiu People Can Fly. Kolejne odsłony serii były coraz słabsze, coraz bardziej plamiły honor ponadprzeciętnej gry. Zresztą każdą kolejną część robiło zupełnie inne studio. Czy teraz przy Zmartwychwstaniu, również seria się odrodzi? Minigunem można zrobić niezłą zadymę.

    „Jeśli Bóg istnieje… to jest przeciw Tobie!”

    Taki oto napis widnieje z tyłu pudełka. Dlaczego taki? Otóż tajny agent Wiliam Sherman – o nieco zabawnej ksywce – „Dziki Bill” podczas wykonywania misji omyłkowo zabija ludzi w autobusie bombą. Sam „Dziki Bill” ginie, podczas próby ratowania sytuacji. Wtedy trafia do czyśćca i musi rozwalać setki bezmózgich żołnierzy armii Lucyfera. Przy okazji możemy zobaczyć sposób prowadzenia fabuły. Wydarzenia między misjami ukazywane są w formie komiksu, które tłumaczy polski lektor. Wykonuje swoją pracę dobrze, ale zbytnio nie wczuwa się w rolę. Czasem też coś burknie podczas eksterminacji potworów.

    Bardzo ładne widoki.

    Stary dobry Painkiller

    Gra od pierwszego Painkillera w zasadzie nie różni się niczym. Prócz kilku nowych pukawek, oraz paru nowych typów wrogów gra działa na tej samej zasadzie. A więc chodzimy od punktu kontrolnego do punktu kontrolnego i wybijamy wszystko co się nawinie pod lufę. Dodatkowo zbierając dusze zmarłych po pewnej ich ilości zmieniamy się w znanego skądinąd demona, który sieje popłoch i zniszczenie.

    Strzelanie nie jest jakieś emocjonujące i efektowne , ale daje frajdę z bezstresowej zagłady poczwar. Fale wrogów odpierać możemy dopóki starczy nam amunicji, a gdy tej zabraknie nadejdzie czas dziwnej, ale znanej już broni – painkillera. Jest to obrotowe ostrze, które wiruje niczym śmigło helikoptera. Wg mnie jest to najlepsza broń, zadająca największe rany i dająca sporo satysfakcji. Trudno jakiemukolwiek wrogowi przebić się przez coś takiego. Prócz tego fajną pukawką jest kołkownica, która rozrywa przeciwników na strzępy jednym strzałem, a w zanadrzu ma granatnik. Jest też nowa fajna broń – taka ztuningowana kołkownica. Reszta to znane bronie tj. minigun, shotgun itd.

    Studio Homegrown nie postarało się i wydało na świat tak naprawdę małą modyfikację do pierwowzoru. Silnik graficzny jest ten sam, niby dodano jakieś nowe opcje, ale ledwo je widać. Jeśli w ogóle je widać. Pomimo oprawy graficznej jeśli Zmartwychwstanie traktować będziemy jako odskocznię, może w tej roli się dobrze sprawdzić.

    A oto widok z oczu demona.

    Cała taktyka sprowadza się tu do strzelania w biegu, skakania i ciągłego prowadzenia ognia. Jednak rozwałka tępych potworów zza światów  może być przyjemna. Sztuczna Inteligencja ma chyba tylko 1 funkcję, polegającą na „ja biec, ja bić Dziki Bill”. Przeciwnicy blokują się na skrzyniach, nawet na samych sobie, biegają w kółko, czasem nas nie zauważają. Proste zadaje mają bombermani (paskudy w postaci psa, lub człekopodobnego czegoś z beczką prochu w łapach), którzy mogą podejść do gracza i wybuchnąć mu prosto w twarz. Jedyną zaletą SI jest chyba celność. Przeciwnicy, którzy mają coś do miotania, robią to często i bardzo celnie, co może przyprawić czasem o atak szału. Niemniej jednak oponenci to głównie żywe tarcze mające za zadanie zginąć w jak największej ilości. Są jeszcze bossowie, kilkukrotnie więksi od bohatera, jednak wystarczy prowadzić ogień ciągły, by się ich pozbyć.

    Fajnym urozmaiceniem jest zbieranie kart tarota, które są niejako ułatwieniem. Wciskając „Tab” możemy przeczytać co mamy zrobić, by coś takiego otrzymać, np. eliminacja wszystkich wrogów, czy zebranie całego złota na mapie.

    Bardzo wkurzające są zagadki niby-logiczne twórców polegające na szukaniu mikroskopijnego przejścia, lub chodzeniu po bardzo rozbujanym moście. Podczas pewnego etapu, po zakończeniu walki przejście znalazłem w zupełnie innym miejscu, na drugiej stronie przebytej już mapy. Nie wiem co twórcy sobie myśleli tworząc coś takiego.

    Mini-boss

    Jak wygląda czyściec?

    Gracze, którzy widzieli poprzednie odsłony mogą się domyśleć ja wygląda Resurrection. Jeśli jednak ktoś nie wie to już objaśniam. Postacie są kanciaste, słabo animowane, w dodatku występują w sporej liczbie, przez co mamy efekt armii klonów . Duchy latają po jednym poziomie przestrzeni i dziwnie skręcają o 180 stopni. Lokacje wyglądają tak sobie – kanciaste meble, rozpikselowane i raczej niedbale wykonane, do tego wyłażący na naszych oczach z pod ziemi wrogowie wyglądają słabo. Czasem zresztą zdarzy im się respawnować tuż przed naszymi oczyma, co psuje już mizerny efekt.

    Za to bronie wyglądają nieźle, są ładnie wykonane, ale to zapewne kopiuj/wklej z oryginału. Kołki z kołkownicy odbijają się od stalowych pancerzy, a zamrożeni wrogowie jeszcze przez chwilę idą, później stają, a po jednym strzale roztrzaskują się niczym szkło o kamień.

    Dźwięk jest taki sam jak w reszcie tytułów z Painkillerem w nazwie. Jedynie lektorzy są nowi, jak już wspomniałem wypadają dobrze, ale to nic nadzwyczajnego. Tak, czy siak miło posłuchać polskich głosów, znajomych wystrzałów z pukawek, oraz fajnej muzyki lecącej podczas ataku wroga na nasze pozycje.

    Krwawe sceny.

    Podsumowanie

    Grę mogą kupić już chyba tylko fani prawdziwego Painkillera. Tytuł sprawdzi się tu może jako odskocznia między grami wielkiego kalibru jak Bad Company 2, czy Assassin’s Creed 2. Tytułowi daleko do nazwania go godną kontynuacją, ale zawsze można pograć. Denerwują tu małe przejścia, wtórność i stara już grafika.

     «

      »

    Autor: Jedi


    Poczytaj także


    Tagi

    , , ,


    Kategorie

    Akcji Galerie Gatunki gier PC Platformy Promowane Recenzje Teksty


    Komentarze

    Comments are closed.



Najnowsze video

Hot news