Hot news!
-
[recenzja] Just Cause (PC)
poniedziałek, 26 Styczeń 2009r. 5 komentarze Dodał: shostey
Wśród gier typu free roam (z ang. swobodna wędrówka) bez dwóch zdań króluje seria Grand Theft Auto. Jej ostatnia odsłona (San Andreas) dawała graczom swobodę jakiej do tej pory nie znali. Ogromny obszar do zwiedzania, możliwości zmiany wyglądu od ubioru poprzez fryzurę, a kończąc na zdobiących każdą część ciała tatuażach – to tylko niewielka dawka dostępnych możliwości. Chwilami przesadzona brutalność, fabuła na poziomie dwunastolatka krzyczącego „I wanna be a gangsta” nie zmienia faktu, iż San Andreas to produkcja niezwykle chwytliwa i spodobała się ogromnej rzeszy graczy wliczając w to samych recenzentów. Nic zatem dziwnego, iż spora część populacji czeka obecnie na zapowiedzianą już czwartą odsłonę serii – GTA IV. Nie ukrywam, że i ja zaliczam się do wiernych fanów free roamingowej produkcji od Rockstar, a jako, że do premiery produkowanej jeszcze części najnowszej pozostało sporo czasu, sięgnąłem po tytuł, który początkowo zapowiadany był jako GTA Killer. Minęło już wprawdzie trochę czasu od jego launchu jednak jak stara prawda głosi: Lepiej później niż wcale! Przed Wami drodzy czytelnicy recenzja Just Cause.
Produkcji Just Cause podjęło się szwedzkie studio developerskie Avalanche. Fabuła gry opiera się na perypetiach Rico Rodrigueza, agenta CIA latynoskiego pochodzenia. Nasz bohater wyglądem i akcentem przypomina nieco samego Antonio Banderasa. Posiada on jednak jedną wielką słabość – uwielbia obalać. I nie chodzi tutaj o kolejne butelki wytrawnej wódki, skrzynki dobrego piwa czy w najgorszym wypadku denaturatu. Rico nałogowo obala rządy, a jako, że wspomniałem już u kogo jest on na etacie, obala te władze, które w jakimś stopniu nie podobają się bądź zagrażają bezpieczeństwu wielkiego George’a, lubującego się w napojach pokroju Hop-Coli! Tym razem zagrożeniem okazało się San Esperito – (fikcyjne) państwo obejmujące obszar wyspy, a raczej małego ich archipelagu. Zgodnie z informacjami zebranymi przez dzielny wywiad amerykański, dyktator tego małego państewka nie dość, że utrudnia życie jego mieszkańców (wojsko na ulicach, gospodarka centralnie sterowana i te sprawy) to posiada do tego ambicje znacznie wykraczające poza obszar swojego reżimu. A narzędziem jego polityki ekspansywnej jest produkcja broni masowego rażenia z rakietami jądrowymi włącznie. Nie ma co, do akcji musi wkroczyć latynoski macho.
Pierwszym aspektem, który zachwyca zaraz po odpaleniu Just Cause, jest widowiskowość rozgrywki. Właściwy gameplay, poprzedzony krótkim intrem, zaczynamy… w powietrzu. Rico wyskakuje z samolotu, używając spadochronu ląduje na plaży, gdzie pomóc musi swojemu szefowi, który atakowany jest przez siły wojskowe San Esperito. Po zabiciu pokaźnej ilości wrogów, przenosimy się do samochodu z zamontowanym działkiem, z którego wystrzeliwując kolejne salwy anihilujemy żołnierzy, ich samochody i helikoptery. Po przejechaniu przez most „nasze” myśliwce niszczą go, co uniemożliwia dalszy pościg.
Cała produkcja naszpikowana jest podobnymi szpanerskimi motywami. Prowadząc samochód, który pod ostrzałem wrogich wojsk zaczyna się palić, Rico może wyjść na jego dach i przeskoczyć na inny, przejeżdżający obok pojazd, ba, może również zmienić środek transportu na przelatujący obok helikopter bądź samolot, używając do tego urządzenia zwanego „graple hook” (taki pistolet z liną i hakiem na jej końcu). Wszystko to przypomina iście bondowskie akcje.
Interfejs podzielony został na ekran właściwy oraz mini mapę obok której widnieją paski naszej „sławy” wśród sił wojskowych oraz równie nam wrogiego gangu Montana (coś jak gwiazdki w GTA). W odpowiednim momencie (zmiana/użycie broni i odnoszenie obrażeń) pojawia się również pasek broni i healtha. Dodatkowo po wciśnięciu klawisza „M” na naszym monitorze pojawia się ekranik PDA należącego do Rico, a jego najważniejsze opcje to: mapa, extraction oraz heavy drop.
Celem w grze jest wykonywanie kolejnych zadań zleconych nam przez stacjonujących na wyspie zwierzchników (Sheldon i Kane), którzy najczęściej opalają się na plażach słonecznego San Esperito. Poruszają się oni i zamieszkują w vanie także miejsce ich pobytu zmienia się dość często. Na szczęście jest ono zaznaczone odpowiednią ikonką na mapie, więc do miejsca gdzie uzyskamy kolejne zadanie wystarczy jedynie dojechać… No właśnie, nie do końca – twórcy gry wprowadzili pewne ułatwienie. Mianowicie jeżeli chcemy bardzo szybko trafić do agencyjnego vana tudzież do jednego z safehouse’ów (miejsce gdzie możemy uzupełnić amunicję, healtha oraz zapisać grę) możemy użyć opcji extraction. Polega ona na tym, że Rico na względnie wolnej przestrzeni odpala racę dymną, a po kilku sekundach przylatuje agencyjny taxi-helikopter, który zabiera nas na wskazane wcześniej miejsce. Dzieje się to bez żadnego lotu, po prostu wsiadamy w jednym miejscu, a za sekundę wyskakujemy już nawet na drugim końcu wyspy. San Esperito jest wręcz ORGOMNE, opcja ta z jednej strony jest więc przydatna, gdyż nie musimy tracić tych kilku, ba, nawet kilkunastu minut na dotarcie do celu. Z drugiej strony jednak używając opcji extraction gracz praktycznie nigdy nie zda sobie sprawy z tego jak duży jest obszar wyspy. A szkoda by było…
Dla graczy, którzy jednak chcą trafić do danego miejsca samemu przygotowano opcję heavy drop. Opiera się ona na podobnych zasadach co extraction. Rodriguez odpala racę, a po kilku sekundach nad zaznaczone miejsce przylatuje helikopter, który zrzuca skrzynkę wraz ze znajdującym się w niej pojazdem. Początkowo dostępny jest tylko motor, jednak z upływem czasu (+misje poboczne) odblokować możemy agencyjnego jeepa, żyrokopter oraz łódź. Oczywiście używanie „swoich” pojazdów nie jest wcale konieczne, gdyż zawsze możemy po prostu wyjść na ulicę i przywłaszczyć sobie jeden z przejeżdżających wozów.
Główny wątek fabularny składa się z 20 misji. Opierają się one najczęściej na tym samym: dojedź tudzież doleć czy dopłyń na wskazane miejsce, wyślij do piachu kolejne zastępy wrogich jednostek i ewentualnie ukradnij coś lub zabij wskazaną postać. Czasem tylko zdarzają się urozmaicenia typu pościg myśliwcem za wystrzelonymi już rakietami. Niestety przyznać muszę, iż misje są zdecydowanie za proste. Co z tego, że atakuje nas masa żołnierzy, a po ich anihilacji nadjeżdżają następni, skoro celują w nas gorzej niż pierwszoklasista z pukawki, a średnio co piąty z zabitych zostawia po sobie apteczkę? Problem stanowić mogą jedynie helikoptery jednak i te można rozwalić używając dostępnej w późniejszej części gry wyrzutni rakiet. No, a nawet gdybyśmy jej nie posiadali to zawsze możemy przecież użyć graple hook’a i samemu zasiąść za sterami atakującego nas koptera. Dodatkowo misje są zazwyczaj bardzo krótkie i więcej czasu zajmuje nam dojechanie na miejsce niż jej wykonanie. Grę spokojnie ukończyć można w dwa wieczory.
Pozostają wprawdzie misje poboczne (najczęściej przejmowanie kolejnych prowincji dla jednego z dwóch karteli) jednak nie są one na tyle ciekawe i wciągające aby przeciętnego gracza kusiło do ich wykonywania (chociaż nagrody za ich ukończenie są).
Just Cause oferuje nam ponad 40 różnorodnych pojazdów. Do jednostek latających i nawodnych nie można mieć większych zastrzeżeń jednak jazda cztero i dwukołowcami pozostawia już sporo do życzenia. O realizmie możemy zapomnieć, model jazdy jest bardzo czuły i jeszcze bardziej poślizgowy, a zderzenia z innymi samochodami tudzież drzewami, nawet przy maksymalnej szybkości, nie skutkują żadnymi zniszczeniami. Żeby było śmieszniej, gdy staniemy na dachu pojazdu dalej możemy nim kierować. Bawić może również to, że na prowincjach gdzie króluje dżungla, a jedyne miejsca gdzie zamieszkuje ludność to osiedla składające się z kliku namiotów, panuje ruch uliczny mogący spokojnie konkurować z największymi metropoliami świata.
W sterowanie samym bohaterem również wdarło się kilka bugów. Rico wchodzi bowiem bez problemu na prawie pionowe wzniesienia, a mniejsze drzewa również go nie zatrzymują – po prostu, niczym duch, przez nie przechodzi.
Gra została stworzona na autorskim silniku Avalanche i wygląda… wyśmienicie (zwłaszcza grając na największych detalach). Grafika jest niezwykle szczegółowa, do tego dochodzi znakomita gra świateł oraz cykl dnia i nocy. Dżungla wygląda jak prawdziwa dżungla, woda jak prawdziwa woda i szkoda tylko, że nie znajdziemy tam żadnych zwierzaków (w GTA:SA rybki sobie pływały). W grze przeważają obszary zalesione oraz małe prowincje, ale także i niewielkie metropolie można na San Esperito znaleźć. Każda z tych lokacji prezentuje się równie dobrze i co najważniejsze ma odpowiedni klimat. Świetnie prezentują się również wszelakiego rodzaju wybuchy, a także smaczki pokroju animacji zawieszonego na szyi naszego bohatera krzyżyka podczas lotu w powietrzu, czy częściowego rozmycia ekranu w czasie śmigania z dużą szybkością. Początek i koniec każdej misji urozmaicają najczęściej renderowane wstawki równie wysokich lotów. Uogólniając wrażenia – graficzną stroną tytułu naprawdę można się zachwycać.
Stronę dźwiękową również można ocenić pozytywnie. Wszystkie efekty takie jak: wybuchy, wystrzały, silniki wozów, helikopterów i łodzi czy okrzyki przechodniów brzmią niezwykle realistycznie. Do tego w tle non stop pobrzmiewa muzyka, która często zmienia swoje tempo oraz rytm w momentach najbardziej ekscytujących. Może nie każdemu podobają się iście latynoskie rytmy jednak klimat produkcji jak najbardziej ich wymaga.
Muszę niestety stwierdzić, iż osobiście się na Just Cause zawiodłem. Przede wszystkim dlatego, że był potencjał aby zdetronizować serię GTA. Tym większy zatem żal, iż autorzy tego potencjału nie wykorzystali. Nie zmienia to faktu, iż jest to wciąż produkcja bardzo dobra. Świetna oprawa graficzna, widowiskowe akcje i wielki obszar – tego przegapić nie można. GTA killer to wprawdzie nie jest, jednak graczy oczekujących na kolejną część serii Just Cause zdecydowanie zadowoli.
OCENA OGÓLNA: 7.5/10
Autor: shostey
Poczytaj także
Dobre wyniki sprzedaży Splinter Cell: Conviction
Just Cause 2
BLUR w 2010 roku …
Ninja Gaiden Sigma 2 z trybem kooperacji
Grease The Video Game
Tagi
Kategorie
Akcji Gatunki gier PC Platformy Recenzje Teksty
Komentarze















Świetne. Recka 1 klasa!
nie moge znalesc kodów do just cause help
ja che kody do just cause
jak zapisac gre pomocy
aby zapisac gre trzeba isc do kryjowki i tam jest antena z kompem podchodzisz i wciskasz e